Dziewczyna taka jak Ty! Taka jak ja! „Mery Majka” Sylwia Lipka

 


Hejo!

Myślałam, że wrzucę kilka dni temu inny wpis, ale pisząc go mam taką blokadę i tak odechciewa mi się o tym pisać, że aż sama jestem w szoku. Zależy mi na pewnej ciągłości serii, dlatego szkoda mi sobie odpuszczać tamten wpis. Nawet wiem, co pisać, gdy go nie piszę! Gdy siadam do pisania, to po prostu wszystkie moje myśli wyparowują. 
Dlatego dziś zdecydowałam się dodać recenzję książki Sylwii Lipki "Mery Majka". Sylwia Lipka jest postacią, która gdzieś mi się przewija w Internecie od kilka lat, ale nie śledzę jej działalności. Raczej negatywnie mi się nie kojarzy. Co więcej! Kiedyś oglądałam ją na Disney Chanel i przez lata zupełnie nie miałam pojęcia, że Sylwia z "I love Violetta" to ona!


Tytuł: Mery Majka
Autorka: Sylwia Lipka 
Wydawnictwo: Insignis
Moja ocena: 7/10



Mery Majka to zwyczajna dziewczyna z pasją. Mieszka w małym miasteczku w Polsce, marzy o zostaniu piosenkarką, występuje w konkursach, dobrze się uczy, ma bliskich przyjaciół... Przeżywa pierwsze zauroczenia i pierwsze miłości. Po prostu wiedzie życie zwykłej nastolatki z ambicjami i marzeniami. 


Książka równie dobra, co specyficzna. Czytałam sporo młodzieżówek, ale ta ma w sobie coś wyjątkowego, jednocześnie kojarząc mi się ze starymi młodzieżówkami takimi jak "Jezioro Osobliwości" czy "Ten obcy". W książce można zauważyć, że wiele etapów i wydarzeń z życia Mery Majki pokrywa się z ważnymi wydarzeniami z życia autorki. Z pewnością będzie to zaletą dla fanów Sylwii Lipki. Dla mnie wyłapywanie tych "easter eggów" w książce było całkiem satysfakcjonujące, ale trudno mi określić, ile z wydarzeń z tej książki to czysta fikcja, a ile to wydarzenia z życia Sylwii. 
Ot, książka młodzieżowa przedstawiająca losy nastolatki, Marysi Majki, która od dziecka interesuje się tańcem i śpiewem. Akcja książki rozciąga się od końca podstawówki do wyników rekrutacji na studia, czyli mamy długi okres umieszczony na niecałych 300 stronach, dlatego nie czuć, że fabuła ma "cel" i nie ma co oczekiwać, że będzie jakiś moment kulminacyjny. Bohaterów nie spotyka tutaj groźne prześladowanie, nieuleczalna choroba. Nie są też geniuszami, których cały świat nie rozumie, i cudem mają jednego przyjaciela. Z pozoru nie ma w tej książce nic niezwykłego, nie można znaleźć wydarzeń, które napędzają fabułę. Dlatego właśnie wydaje mi się to tak wyjątkową propozycją. 
Bohaterowie to zwykli nastolatkowie. O zwykłych problemach - slabe oceny, rodzice, którzy wymagają za dużo, hejt czy złamane serca. Rzeczy, z którymi niemal każdy nastolatek musiał się zmierzyć, dzięki czemu wiele osób będzie w stanie się zżyć z bohaterami. 
Marysia "Mery" Majka to główna bohaterka i narratorka. Jest ambitną dziewczyną, uparcie dąży do celu, ale ma też chwile zwątpienia, dzięki czemu jest całkowicie naturalna. Irytują ją rodzice, kłóci się z przyjaciółmi, godzi się z przyjaciółmi, martwi się, pomaga. Po prostu w jej życiorysie każdy może znaleźć coś dla siebie, poczuć się z nią blisko.

Narracja jest dość specyficzna. Jest bardzo dużo zwrotów bezpośrednio do czytelnika, a także forma pamiętnika czy SMS-ów. Przez narrację ciężko było mi się wczuć w początek książki, bo od razu zostałam zasypana stosem faktów o tym, kto kim jest, jak się poznali i tym podobne. Było to męczące i "nienaturalne". Mimo to myślę, że może mieć jakieś zalety dla osób młodszych, które wychowywane są na youtube'ie, gdzie zwroty do odbiorcy są normalne i naturalne. 


Krótko mówiąc, młodszym czytelnikom bardzo polecam tę książkę. Jest pozytywna, urocza i myślę, że wiele osób będzie mogło utożsamić się z Majką.

 Akredytacja 02/05/2020

Zaczynam od końca - "Denat wieczorową porą" Aneta Jadowska

 


Cześć! 
Jak zauważyliście, wprowadziłam zmiany w wyglądzie bloga. Poprzednio nie byłam zadowolona z nagłówka, bo nieważne, jak się starałam to i tak miał zepsutą jakość. Wygląd też trochę mi się znudził, bo był dość nijaki, mimo że wygodny i przejrzysty. Zależało mi na podobnym ułożeniu postów, więc poszukałam gotowych szablonów. Wybrałam Sophie z Brand&Blogger i dostosowałam kolory do mojego gustu, czyli zmieniłam na niebieski. 
Dzisiaj recenzja najnowszej książki Anety Jadowskiej, czyli "Denat wieczorową porą". Z dedykacją dla wszystkich, którzy ryzykują i nie czytają książek w kolejności wydania. 


Tytuł: Denat wieczorową porą
Autor: Aneta Jadowska
Seria: Garstka z Ustki 
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 307
Data wydania: 30.06.2021 r.
Moja ocena: 8/10


Maria Garstka i jej przyjaciółka Aniela otrzymują zaproszenie na Bal Tajemnic w starym domu pośrodku lasu. Kobieta nie pała entuzjazmem, bo ma dość tajemnic w swoim życiu. Każdy z gości Uroczyska ma swoje sekrety, które tylko czekają na ich wyjawienie, w pensjonacie Marii melduje się Zofia, która twierdzi, że jest jej dawną znajomą, a jeszcze albo zmarli dają o sobie znać, albo Maria zaczyna mieć demencję.

O losie! Czytając opis przed zamówieniem tej książki, zupełnie się nie spodziewałam, że otrzymam coś takiego! Jak zawsze, dobra książka i średnio ciekawy opis. Co jeszcze mnie zaskoczyło, to nie jest komedia kryminalna! Takie przeświadczenie wzięło mi się z tytułu, który jest parafrazą tytułu kultowego, polskiego filmu. Cała trylogia jest obyczajowo-kryminalna, ale czasem można się zaśmiać. I właśnie, kluczowe słowo - trylogia. Jest to dla mnie pierwsza książka Anety Jadowskiej, którą czytam, co za tym idzie, dwóch poprzednich części serii nie znam. Nie przeszkadza to w zrozumieniu tej historii. Są drobne nawiązania, ale bardziej w ramach ciekawostek, czy pewnego rodzaju uzupełnienia doświadczeń bohaterów.  Są pewne spoilery do poprzednich części, ale rodzina Garstków jest tak zwariowana, że te spoilery nie powinny przeszkadzać, jeśli ktoś zdecyduje czytać się w innej kolejności. W tym przypadku spoiler jest suchym faktem, bo znacznie ciekawsze będzie, JAK do tego wszystkiego doszło. 

Podobnie jest z fabułą "Denata wieczorową porą". Na pierwszy rzut oka fabułą wydaje się prosta, bo jakie tajemnice może mieć starsza kobieta? Od samego początku jesteśmy wciągnięci w wir akcji, przygotowania do balu i ogromną śnieżycę. Z każdą stroną w głowie kotłuje się coraz więcej pytań, a na żadne z nich nie ma jeszcze odpowiedzi. Ja jestem z tych osób, które obstawiają, domyślają i coś podejrzewają, więc mimo że widziałam prostą fabułę i miałam swoje to typy, to jednocześnie czułam, że autorka nie mogła podać czytelnikowi wszystkiego na wyciągnięcie ręki. Dawała drobne wskazówki i pozwalała na odkrycie odrobinę szybciej niż bohaterowie. Czy jest to zaskakujące? Myślę, że tak. Sama nie poczułam, żeby rozwiązanie mnie uderzyło, ale nie było tak bardzo oczywiste, jak mogłoby być. Jedynie zastrzeżenie mam do zakończenia, bo mogło być o jeden rozdział dłuższe i wtedy poczułabym usatysfakcjonowana, że historia została domknięta. Dosłownie potrzebuję jeszcze kilku stron, aby wiedzieć co u Marii, jej wnuczek i jakie nastroje panują w Ustce. 


Najmocniejszą stroną tej historii są bohaterowie. Przede wszystkim w rodzinie Garstków czuć wsparcie i miłość, co ociepla całą historię (a przypominam, że jest tam śnieżyca!). Jednocześnie każdy bohater ma swój niepowtarzalny charakter.
Jednak największe wrażenie, zrobiła na mnie postać Zofii Szyszko. Nie jest sympatyczna, wyobrażałam sobie ją jako wyniosłą, trzymającą się sztywno kobietę. Jej historia, jej punkt widzenia była niesamowicie dopracowany. Odkrywanie tego, kim ona jest, dało mi niesamowitą zabawę, a dla całej historii jest to bardzo fajny smaczek!  Jednocześnie bardzo kontrastowała z ciepłą, ale tajemniczą, Marią. 
Nie wiem, jak było w poprzednich część, ale w tej części łatwo można zobaczyć, że główną rolę gra Maria Garstka. Z jednej strony jest babcią, która pragnie, aby cała jej rodzina była przy niej, a z drugiej poznajemy jej sekrety, które przez lata ukrywała przed rodziną, oraz jej największe lęki. Jednocześnie jest kobietą zagadkową i pełną ciepła, ale też silnią. 
Wśród bohaterów wyróżnia się także Magda Garstka. Bystra, energiczna i pomysłowa dziewczyna, która ma pecha. Lub ciąży na niej klątwa, bo co trochę znajduje jakiegoś trupa. Mam wrażenie, że w dużej mierze ona nakręca fabułę, jednocześnie bawiąc się w detektywa. 

Styl pisania autorki jest bardzo dobry. Jest bardzo obrazowy, łatwo sobie wyobrazić krajobraz i bohaterów. Jest trochę długich opisów, ale nie są one męczące i pomimo swojej długości czyta się je bardzo szybko. 
Cały klimat tej książki jest niesamowity. Bardzo żałuję, że nie czytałam tego w zimę, bo opisy pogody robiły robotę! Momentami klimat kojarzył mi się z kryminałami Agaty Christie, chociaż nie wiem, czy użyłam dobrego porównania, bo przeczytałam w życiu jej dwa dzieła. W innym momencie skojarzyło mi się z klimatem Scooby Doo, więc możecie się zastanowić, czy warto ufać moim skojarzeniom... 

Książkę uważam za świetną. Co prawda wolałabym ją czytać w zimę i pewnie do niej wrócę za jakieś 1,5 roku. Mam nadzieję, że wtedy fabuła mi się nieco zatrze i znowu będę mogła się czymś zaskoczyć, bo jak na razie książka jest wciąż żywa we mnie i nie daje mi spokoju. Fanom kryminałów polecam, szczególnie gdy chcecie sięgnąć po coś lżejszego z tego gatunku. 


Książka zamówiona we współpracy z CzytamPierwszy 
Możecie zakupić książkę na stronie wydawnictwa, klikając TUTAJ. Dzięki Waszemu zamówieniu dostanę dodatkowe punkty na portalu CzytamPierwszy.

 Akredytacja 02/05/2020



Na koniec parę pytań o nowy wygląd. Jak Wam się podoba? Czy wszystko się dobrze wyświetla? Czy jest czytelnie? 


Ja vs. poezja - "Violet robi mostek na trawie" Lana Del Rey

 


Hejo!

No cóż... Wyszło dość typowo, czyli dwa tygodnie, w których życie i zdarzenia losowe mnie pochłonęły. Z planszy mnie (tym razem) nie zmiotło, ale znowu wszedł brak, czasu stres i wszystko do ogarnięcia. W skrócie życie. Oczywiście, mogę znowu napisać, że będę mieć już luźniej, bo chyba wreszcie tak będzie. Nie widzę nic, co mogłoby mnie odciągać od moich planów. Mam plany, co napisać na bloga, co wrzucać na Instagrama, więc mam tylko nadzieję, że uda mi się to zrealizować. 

Liczyłam na to, że dodam tę recenzję jakiś tydzień wcześniej. Chociaż recenzja to chyba za duże słowa. Opinia, opis wrażeń, bo ten tomik wywarł na mniej ogromne wrażenie, ale nie chodzi tutaj o treść.  Jestem osobą o specyficznych wymaganiach, jeśli chodzi o poezję. Nie lubię długich wierszy, w których mamy całe bogactwo środków stylistycznych, gdzie muszę się domyślać, co autor miał na myśli. Obrzydzenie do tego typu utworów zostało mi ze szkoły przez to skojarzenie, że w interpretacji szuka się tego, co autor ma na myśli. Moje interpretacje często odbiegały od tego, dlatego ostatnie takie wypracowanie napisałam w liceum i to koniec. Później tylko rozprawki. Chyba też dlatego trafiają do mnie dzieła Beksińskiego, bo malarz uważał, że każdy interpretuje według tego, co ma w sercu.
Ogólnie wolę krótsze i prostsze formy wierszy. Te najbardziej mnie poruszają. Są jakoś bardziej tajemnicze i po prostu łatwiej jest mi się w nich odnaleźć. 


W tomiku poezji Lany Del Rey znajdziemy wszystko. Długie wiersze, pełne kwiecistych środków stylistycznych, ale za kilka stron prosty, kilkuwersowy wiersz. Na końcu jest kilka stron, gdzie są same haiku. Są wiersze w oryginale, po polsku oraz skany z poprawkami autorki.

Nie powiem Wam wiele o treści, myślę, że trzeba to samemu przeczytać. Ja spędziłam bardzo miły czas z tym tomikiem, raz bardziej się zachwycałam, raz mniej. Był świetny do tego, aby się odprężyć. Co prawda, oryginalne teksty dużo bardziej do mnie trafiały. Jest to przede wszystkim kwestia mojego gustu, a nie tłumaczenia, bo uważam, że tłumaczenia są bardzo dobre. Nie ukrywajmy, że tłumaczenie wierszy jest dość ciężkie i nie da rady zrobić tego idealnie, bo (przykładowo) nie wszystkie dwuznaczności są w obu językach. Tuta świetnym przykładem jest słowo "blue", które zna każdy. "Niebieski", jeden z podstawowych kolorów, ale także smutek.


Mimo bardzo dobrej treści najbardziej zachwyciło mnie wydanie. Rewelacyjną jakość wydania czuć od pierwszego sięgnięcia po tomik. Bardzo przyjemna w dotyku okładka (dodatkowo piękny obraz!), kartki tak samo. Po prostu ten tomik to raj dla zmysłów i duszy. W środku przy wierszach i pomiędzy nimi są zdjęcia zrobione przez Lanę (i nie tylko). Dodało to bardzo dużo uroku temu tomikowi, a dla mnie było dodatkową nutką tajemniczości. Czytanie tego było dla mnie megaekscytujące! Nie wiedziałam, co znajdę na następnej stronie. Czy to będzie tłumaczenie, czy kilka zdjęć, czy może skan maszynopisu? Coś cudownego! 


Polecam nie tylko fanom Lany Del Rey, głównie przez to wydanie. Jest piękne. Na końcu jest także miejsce na notatki, co może sprawić, że książka będzie jeszcze bardziej "nasza" i wyjątkowa dla nas. 


Tomik zamówiony we współpracy z CzytamPierwszy

 Akredytacja 02/05/2020


Obowiązkowa kontynuacja! "Wysłannik" Paulina Hendel

 Hejo!

Od jakiegoś roku pojawiają się kontynuacje pisane po latach. Po przeczytaniu "Znajdź mnie" Andre Acimana podchodziłam z rezerwą - tamta książka nie wniosła wiele do fabuł "Call me by your name", głównych bohaterów było bardzo mało, a to ich duet mnie najbardziej ciekawił. Gdzieś stoi trzecia część "Trzy metry nad niebem" i tak czeka na przeczytanie. "Vengeful" kontynuacja "Vicious" rozwinęła znanych bohaterów, ale nie dorównała pierwszej części. 

I nadszedł "Wysłannik". Kończąc "Łowcę" wiedziałam, że kolejna części musi nadejść, bo w tej serii jest jeszcze tyyyle do opowiedzenia. Miałam dużo oczekiwania, liczyłam na to, że będzie lepiej niż poprzednie i się nie przeliczyłam. Książka jest rewelacyjna! O tym za chwilę!


Tytuł: Wysłannik
Seria: Zapomniana księga
Autorka: Paulina Hendel
Liczba stron: 496
Data premiery: 30 września 2020 r.
Ocena:  10/10


Hubert robi pierwsze kroki ku bliższemu poznaniu się mieszkańców wsi i wzajemnej pomocy mieszkańców. Wiec się odbył, można by rzec, że efekt był lepszy niż Hubert się spodziewał. Poza jednym incydentem. O wiecu dowiedzieli się ludzie z jednostki w górach. Przyszli z podobno pokojowymi zamiarami, ale... Koniec końców Izabela i Ernest wyruszyli w podróż, zostawiając nie zawsze zachowującego się rozsądnie Huberta, ale chłopak nie usiedzi w domu. 


Dla mnie to najlepsza książka z tej serii. Czytając po kilku stronach rzuca się w oczach większa różnorodność wszystkiego i dojrzałość. Wszystko to można poznać po stylu pisania. Jest więcej szczegółów oraz rozmyślań, szczególnie Huberta. Opisy nie są nużące, mimo że przeważają w książce. Pojawiają się nowe miejsca, nowe demony i sposoby radzenia sobie z nimi, co uatrakcyjnia czytanie i zaciekawia czytelnika. Ogólnie narracja jest bardzo "żywa" - bardzo łatwo idzie wyobrażanie sobie miejsca, demonów i bohaterów, prawie jak w filmie. 

W tej seria autorka nie skupia się tak szczegółowo na tym, jak poszczególne wioski sobie radzą. Gdzieniegdzie są bardziej szczegółowe opisy maszyn, budowli i ich działa. Hubert podczas swojej podróży nie zatrzymuje się nigdzie na dłużej niż 2 czy 3 dni. Życie na południu znacznie się różnicy od tego, co się bohater zna.  Czasem to bawi, a czasem szokuje. Wyszło to poza to, czego ja się spodziewałam. Serio!

Fabuła głównie opiera się na podróży Huberta - niby nic nowego, ale chłopak jest w trasie cały czas. Samo w sobie nie brzmi to jakoś intrygująco, ale to co tam spotyka jest naprawdę ekscytujące. Ogromnym plusem jest powrót do wątku z pierwszej książki. Nadaje to więcej sensu "Strażnikowi" i całej serii i pozostawia w takim samym szoku, jak pierwsza część, mimo że nieco się różnią. Kolejna część może być jeszcze ciekawsza!


Dojrzałość w bohaterach widać szczególnie w Hubercie. Dalej działa pochopnie, ale mimo to jest spokojniejszy. Ma cel, nie zajmuje się wyłącznie polowaniem na demony i zbieraniem informacji. Ma sporo momentów przemyśleń, które są naprawdę intrygujące i skłaniają czytelnika do przemyśleń. Dopiero w tej częściej ja się zaczęłam zastanawiać, co by się stało z moją wsią. 
Poznajemy też lepiej Zuzę. Miałam pewien mały problem podczas czytania, bo polubiłam ją tak jak siostrę koleżanki i cały czas miałam ją w głowie jako czternastolatkę, a ta bohaterka jest już starsza ode mnie! Zuza często mówi coś oderwanego od rzeczywistości, ale mimo to ma to sens i następnie okazuje się, że dziewczyna ma rację. Poza byciem "radarem" na demony, dziewczyna ma niesamowitą intuicję - uwielbiam takich bohaterów. Dzięki niej możemy poznać demony od innej strony.

Ta dwójka w duecie jest niesamowita. Poniekąd brakowało mi planowania Ernesta, ale jakoś Hubert i Zuza są znacznie efektywniejsi. Izy oraz Henryka też nie było tak dużo w tej książce. Bardzo mi brakowało ciętego humoru dziewczyny. 

Książka jest genialna! Idealnie rozwinęła i dopełniła historię. Bardzo się cieszę, że będzie kolejna część, bo rozwinie interesujący temat i prawdopodobnie nada jeszcze więcej sensu całej serii. Bardzo mi się podoba to, że z tomu na tom można zmienić postrzeganie całości. W dziwny sposób ta seria dodawała mi otuchy w ostatnim czasie i wiem, że drugi tom może być nie przybijający w obecnej rzeczywistości, ale mnie odrywał i pokazywał, że zawsze może być gorzej. ;) 

Książka odebrana za punkty na portalu czytampierwszy.pl

 Akredytacja 02/05/2020

Jestem nominowana w plebiscycie "Opowiem Ci" w kategorii blog oraz Instagram ponad nazwą Myśli z głowy wylatujące/myslizglowywylatujace. Zostawiam tutaj link https://www.opowiemci.com/ranking/ i zachęcam do zagłosowania. :) 

Chciałabym też Was poinformować, że dużo się u mnie dzieje z cyklu "jak wszystko to raz". Efekt motyla i domino i okaże się, co najbliższe dni przyniosą i po prostu może być mnie tutaj jeszcze mniej i bardziej nieregularnie. 

"Prosta sprawa" Wojciech Chmielarz

 


Hejo!

Niczego bardziej nie lubię niż tygodni, gdy widzę efekty moich działań. Co prawda ten tydzień był dla mnie niezłą sinusoidą - raz dobrze, raz źle, a wyrok Trybunału Konstytucji to jeszcze gorzej (o tym zaraz), ale koniec końców pod względem całkowicie prywatnym - poszło nieźle. Zwykle nie poruszałam takich kwestii na blogu, częściej wrzucałam coś na Instastory, bo miałam tam większy zasięg, ale też łatwiej na bieżąco przekazywać merytoryczne treści. Teraz coś we mnie pękło i pewnie więcej takiej rzeczy będzie się tutaj przewijać, ale w postaci odsyłania do wpisów, bo w wielu tematach sama muszę się doedukować i "przetrawić", co się dzieje. W kwestii zaostrzenia prawa aborcyjnego nie będę się tutaj rozpisywać, ale nie mogę pozostawić tego tematu bez słowa na blogu, dlatego podam trzy linki:
wpis @wild.rocks o tym, co można zrobić, gdzie podobała więcej profili godnych uwagi. 
wpis @centrumprawkobiet, który wyjaśni, jaki wpływ ma orzeczenie TK oraz jego konsekwencje.
Profil queerowyfeminizm - edukacja antydyskryminacyjna, przystępne źródło informacji, zawsze na bieżąco tłumaczy kwestie, które są poruszane. 

Po prostu się wspierajmy i nie dzielmy na lepszych i gorszych, nie odcinajmy od osób, które mają inne zdanie niż my. Szanujmy to, ale nie wchodźmy w ich wolność. Dajmy wybór.  

W całej tej mojej sinusoidzie oraz przeziębieniu (też się pojawiło, mówię Wam tydzień intensywny) znalazłam czas na dokończenie dwóch książek i przeczytanie w całości jednej. Dziś "Prosta sprawa" Wojciecha Chmielarza. Książka powstała w specyficznych okolicznościach - w marcu, w trakcie lockdownu była publikowana na fanpage'u autora. W wersji papierowej została poprawiona i rozszerzona. Nie czytałam wersji pierwotnej, ale informacja zachęciła mnie do czytania. 

Tytuł: Prosta sprawa
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 383
Data premiery: 14.10.2020
Ocena: 8,5/10


Tajemniczy mężczyzna przyjeżdża do Jeleniej Góry. Dociera do mieszkania dawnego przyjaciela, a go tam nie ma. Mieszkanie zdemolowane, po dziesięciu minutach pojawia się dwóch mężczyzn - gangsterów. Prosty zniknął, a on wpada w niebezpieczeństwo, bo uparcie pragnie go odnaleźć. 

Pierwszy raz czytałam powieść sensacyjną. Jest to trzecia książka Wojciecha Chmielarza, którą czytałam. Zdecydowanie inna niż te dwie pozostałe - "Rana" mroczny kryminał (chyba), "Wyrwa" thriller psychologiczny. "Prosta sprawa" jest z tych trzech najlżejsza. Czytało mi się ją bardzo szybko, jednocześnie widziałam ją jako film w klimatach "Psów" z lekkością "E=mc2" i współczesnością z "Psów 3". Po cichu liczę na jakąś ekranizację, bo lubię filmy w tym klimacie. 
Wracając do książki, czytałam ją łącznie może 5 godzin w ciągu trzech dni. Wczoraj prawie do północy, a wczoraj przypadł najgorszy dzień w moim przeziębieniu i dodam, że zwykle chodzę spać po 22. Dwa drobne fakty, potwierdzą to, że nie mogłam się oderwać, a kiedy trzeba było to zrobić to oderwałam się od niej z wielkim bólem. Rano chciałam ją jak najszybciej skończyć, a teraz siedzę z delikatnym kacem książkowym. Piszę recenzję i wciąż o niej myślę, a jednak ciężko mi coś konkretnego o niej napisać.
Czytałam ją tak, jak pisał autor, z rozdziału na rozdział. Nie próbowałam przewidywać, co się stanie dale, nie wybiegałam myślami poza rozdział, który czytałam. Dawałam się zaskoczyć razem z bohaterami. Świadczy to też o tym, że wciąż byłam zaciekawiona tym, co właśnie czasem. Ciągle coś działo albo powodowało, że chciałam się dowiedzieć więcej. 

Fabuła jest bardzo przyjemna. Nie wiem, czy jest zawiła czy nie, ale wszystko się ładnie łączy, co bardzo lubię książkach. Nieco przypomina mi sieć pajęczą. Chociaż to bardziej układanka z puzzli. Wiele elementów, ale każdy ma swoje miejsce i tworzy spójną całość. Akcja dynamiczna, dzięki czemu szybko się czytało. Jednocześnie było chaosu, nawet w punkcie kulminacyjnym. Wszystko było tak, jak powinno być i bez większego bałaganu.

Jest tutaj wielu bohaterów. Nie za bardzo lubię podział na głównych, drugoplanowych i tak dalej, bo niekiedy ten ktoś, kto pojawił się raz czy dwa razy może mieć spory wpływ na całą fabułę.
Jest sobie bohater-narrator, o którym wiemy tyle, że przyjechał szukać przyjaciela. Nie znamy imienia, skąd jest, czym się zajmuje i skąd tyle wie. A wie bardzo dużo. Do tego ma niezwykle analityczny umył, myśli logicznie i biegle łączy fakty. Wiele rzeczy jest w stanie przewidzieć, jest nieomylny... No prawie. 
Spotyka Justynę, analityczkę z ABW, która nie za bardzo daje sobie radę z pracą w terenie, ale prowadzi śledztwo na własną rękę. Zaczynają współpracować.

Mamy również grupę gangsterską - przekrój różnych osobowości, różnych umysłów. Wiele do opisania, dlatego ich warto poznać na własnej skórze. Są ważni, ale większość ich działań jest wspólna, dlatego jestem w stanie potraktować ich jako jedność. Właściwie mamy kilka grup, które są ze sobą powiązane- zarówno pod względem interesów, ale zatargów i terenu. 

Narracja prowadzona jest z dwóch punktów widzenia. Większość książki jest to perspektywa tajemniczego narratora - przedstawia swoimi oczami, co robi w Jeleniej Górze oraz analizuje fakty, czasem cofa się w czasie, żeby opowiedzieć historię ze swojego życia. Od czasu do czasu pojawia się narracja trzecioosobowa, kiedy pokazywane są działania grupy gangsterskiej.


Książka, po której ciężko mi myśli uporządkować. Spędziłam z nią bardzo miły wieczór i poranek. Była pełna różnych emocji - gdzieś zakręciła mi się łezka wzruszenia, gdzieś nielegalne praktyki mnie oburzyły lub obrzydziły, ale większość czasu czytałam z zapartym tchem. Niesamowicie ciekawiło mnie, co się stało z Prostym, kim on był, ale też kim był ten narrator i skąd miał taką wiedzę. 
Jestem w stanie polecić to osobom, które zwykle wybierają inne książkę, ale chcą wyjść ze swojej strefy komfortu. Książka jest techniczna bardzo dobra, fabularnie również. Do tego lubię, gdy książka jest pisana spontanicznie, dla odstresowania się. Podobnie jak "Too late" Hoover.  To takie książki, gdzie może i tematyka jest ciężka, ale sposób przekazania historii jest lekki, dobry na pochmurny wieczór i oderwanie się od rzeczywistości. Po prostu ta książka wciąga.


Książka odebrana za punkty na portalu czytampierwszy.pl

 Akredytacja 02/05/2020

Retelling mojej ulubionej baśni, czyli recenzja "Zaczytanej i Bestii" Ashley Poston


Hej!
Dzisiaj przychodzą z recenzją premierową. Jestem ogromną fanką „Pięknej i Bestii”. Jak mam wybierać moją ulubioną księżniczkę, to będzie to Bella. Generalnie, nie ma nic, co by mi się w tej historii nie podobało, dlatego nie mogłam sobie odpuścić tego retellingu. Retellingi czytam rzadko, ale chyba bardziej by pasowało napisać, że wcale, bo sobie nie przypominam żadnego. Znaczy… To nie tak, że od razu gdy zobaczyłam „Zaczytaną i Bestię” nie mogłam przejść obojętnie. Najpierw było zaciekawienie. Potem sprawdzanie opisu. Kilkukrotne. Gdzieś były słowa, że nie trzeba znać poprzednich części, żeby ją przeczytać. W końcu ta książka pojawiła się na portalu czytampierwszy i stwierdziłam, że co mi szkodzi. Poprzednie części mnie nie za bardzo interesowały - „Kopciuszek” nie jest moją ulubioną bajką, „Książę i żebrak” tym bardziej. Pomimo zachwytu „Zaczytaną […]” dalej nie mam w planach tych dwóch książek. 


Tytuł: Zaczytana i Bestia 
Autorka: Ashley Poston 
Wydawnictwo: We need YA 
Liczba stron: 320 
Data premiery: 12 sierpnia 2020 
Ocena: 8/10 


Odkąd zmarła mama Rosie Thorne, dziewczyna musi mierzyć z masą innych przeciwieństw – nie potrafi napisać eseju na studia, zauroczyła się w chłopaku, którego właściwie nie zna, namolny i popularny chłopak nie daje jej spokoju,została zwolniona z pracy, a na dodatek zniszczyła bardzo drogą, unikalną książkę. Dziewczyna musi to odpracować porządkowaniem biblioteki. Na (nie)szczęście ma jej w tym pomagać Vance Reigns, osławiony aktor, który ukrywa się w jej niewielkiej miejscowości po ostatnim skandalu. 

Historia z jednej strony znana chyba każdemu pokazana we współczesnym świecie, a szczególnie w realiach moli książkowych. W skrócie coś, co zna każdy, wsadzone w schematy young adult. I wiecie co? Dało to naprawdę oryginalny efekt. Czuć trochę klimat Disneya z lat 2008-2012. Dla mnie miodzio, częściowo na tym się wychowywałam i fajnie poznać to w innej wersji. Nie spodziewałam się tutaj tak przyjemnego i tak unikalnego klimatu, który spowoduje, że nie będę mogła się oderwać. Przeniesienie tych baśniowych wydarzeń na nerdowską współczesność jest niesamowity i sprawiło, że zastanawiałam się, co się wydarzy, mimo że z grubsza znałam schemat. Nawiązania do oryginalnej historii są drobne, często ukryte w zwykłych rzeczach, że orientowałam się po którymś pojawieniu tego, że faktycznie coś takiego było! Po prostu dość był nieoczywiste dla mnie, ale gdy je odnajdywałam to byłam niesamowicie uradowana. Warto jest zastanowić się, co naprawdę przekazuje „Piękna i Bestia” i myślę, że zostało to tutaj naprawdę dobrze otworzone. 

Bohaterowie wychodzą od całkowitej niechęci do przez nić porozumienia i rozczarowanie aż po normalną relację. Tempo nawiązywania się nici sympatii między Rosie a Vancem jest bardzo dobre.  Ze względu na to, że narracja jest prowadzona z obu punktów widzenia (zmiana narratora co rozdział; Rosie i Vance), widać uczucia obojga, ich rozterki i po prostu przez czuć tę naturalność w ich relacji. 
Zwykle bardzo lubię narrację prowadzoną z punktu widzenia różnych bohaterów, ale tutaj rozdziały były często bardzo krótkie, co owocowało częstymi przeskokami. Dla mnie było to za szybko i trochę się gubiłam, zapominając, kto teraz opowiada. 

Bohaterowie są bardzo sympatyczni. Znowu mam wrażenie, że mogliby naprawdę istnieć, co jest bardzo dużym plusem. W ich przypadku jest taki minus, że było tutaj (dla mnie) za mało o przeszłości głównych postaci. Chciałabym usłyszeć więcej o Rosie i jej relacji z mamą, jak się czuła po jej stracie. Tak samo chciałabym więcej usłyszeć o Vancie, jego karierze, tym jak się czuł na planie, o jego ostatnim skandalu, nawet o jego przelotnych romansach. Dużo bardziej by to ich urzeczywistniło, bo charaktery mają super. 
Rosie łączy z Bellą upartość. Bella zwykle mi się kojarzy z odwagę, ale tutaj takiej odwagi nie zauważyłam. Z zachowania bardzo kojarzy mi się z Teddy z „Powodzenia, Charlie”. Ma w sobie tę samą sympatyczność, ale również podobną zawziętość. 
Vance jest naprawdę świetną Bestią! Również nie mają aż tak wiele wspólnego, ale są podobnie zgorzkniali i osamotnieni. Bardzo mi się podoba jego postać, szczególnie jego rozterki, kiedy zaczynał pałać sympatią do Rosie. 
Ogromnym plusem jest tutaj Garret, który jest idealnym odzwierciedleniem Gastona w tych czasach. Naprawdę! Koleś jest namolny, irytujący, nie przyjmuje odmowy i stawia dziewczynę w bardzo niezręcznych sytuacjach. 

Mam tutaj pewien niedosyt w kwestii postaci Kosmnicznego Taty, czyli ojca Rosie. Wydawał się bardzo w porządku i żałuję, że było go tak mało. Ich relacja bardzo mnie ciekawi. Także chciałabym więcej o Quinn, czyli niebinarnej postaci. Jeśli będzie główną postacią w innej książce chętnie przeczytam. W związku z Quinn są używane najbardziej neutralne płciowo końcówki i zaimki. To coś do czego trzeba się przyzwyczaić, bo pojawiają się końcówki jak „powiedziałOM”, do czego większość osób nieprzyzwyczajona. Nie wspominałam tutaj jeszcze o poczuciu humoru, które idealnie trafia w mój gust. Głównie jest sytuacyjne, co jest ogromnym plusem, bo częściej poczucie humoru w książkach to cecha konkretnego bohatera. Tutaj rozbawiły mnie zaskakujące sytuacje lub niezręczności, których doświadczała Rosie. 

Mam również niedosyt, jeśli chodzi o serię Starfield, czyli uniwersum, na którym punkcie szaleją bohaterowie, to również mam niedosyt. Chciałabym się dowiedzieć więcej. Na początku nieco się gubiłam i nie rozumiałam pewnych nawiązań, ale później było lżej. Fajnym akcentem są fragmenty „Starfield” i fajnie by było, jakby faktycznie to istniało. Być może gdybym przeczytała inne książki tej autorki, to może nie miałabym tego niedosytu. 

Podsumowując to bardzo książka. Wyróżnia się wśród współczesnych młodzieżówek, pomimo bycia retellingiem włożonym w schematy YA. Ma drobne minusy, które nie odbierają przyjemności z czytania tej książki. Idealna na każdy moment, szczególnie jeśli szukacie książki do relaksu po czymś cięższym.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję @czytampierwszy
AKREDYTACJA:  Akredytacja 02/05/2020

"Wyrwa" Wojciech Chmielarz


Hejo!
Dziś przychodzą z recenzją najnowszej książki Wojciecha Chmielarza, czyli "Wyrwy". To nie moje pierwsze spotkanie z tym autorem. We wrześniu czytałam i recenzowałam "Ranę" - zapraszam do recenzji *klik*. Jest to thriller psychologiczny, czyli gatunek po który sięgam baaardzo rzadko, jeśli nie wcale. Nie będę tej książki oceniać w ramach gatunku, tylko po prostu jako książkę, powieść. Nie mam porównania z innymi książkami z tego gatunku, nie wiem jak wypada na ich tle, ale od czegoś trzeba zacząć. Ogólnie thrillery to gatunek, które cechy najbardziej mi się rozmywają - znam książki z tego gatunku, ale nie umiem wskazać konkretnych cech tego. Wiem o co chodzi, no ale nie do końca. Po prostu przejdę już dalej, a Wy czytajcie, aby dowiedzieć się co o tej książce.

Tytuł: Wyrwa
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 383
Data wydania: 6 maja 2020
Moja ocena: 7/10


Maciej nagle dowiaduje się o nagłej śmierci jego żony, Janiny. Takie zdarzenie zawsze rujnuje życie. Musi powiedzieć swoim córeczkom, że straciły matkę, jednocześnie chce być dla nich silny, ale jak, kiedy ta śmierć pokazuje, że jego żona miała przed nim sekrety. Fakt, że wypadek był pod Mrągowem, gdy jego żona powiedziała mu, że będzie w Krakowie, to tylko wierzchołek góry lodowej. Oprócz tego tajemniczy mężczyzna pojawia się na jej pogrzebie. Maciej w końcu jedzie na Mazury, aby poznać prawdę, jednak ona jest dużo bardziej zawikłana i tajemnicza.

Książkę mogę ocenić jako bardzo dobrą. W skrócie ciekawa fabuła, bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, szczególnie główny bohater i zakończenie należy do dość mocnych. Brzmi idealnie, no nie? Więc czemu tylko "7/10"?

Także zaczynami główną część!

Fabuła jest niezwykle ciekawa i po prostu godna podziwu. Lubię motyw  dochodzenia do tajemnicy czyjejś śmierci. Tutaj realizacja tego pomysłu jest po prostu niesamowita. Od początku chciałam wiedzieć, dlaczego tak się stało, co się wydarzyło, co ukrywała Janina. To jak przeplatają się te wątki, jak wychodzi jedno, potem drugie i myślę, że wiele rzeczy jest niespodziewanych. Czego można się domyśleć, to się domyślałam, ale już później było z tym ciężej. Szczególnie końcówka była zaskakująca, a ostatni rozdział już w ogóle mnie nieco zmiótł i przez pół godziny miałam miałam w głowie "Wow!". Dla mnie sama końcówka nie zmieniła wydźwięku samej fabuły, ale wydaje mi się, że bardzo dobrze podsumowuje całą książkę i można wysunąć z niej dobre wnioski. 
Przez pół książki czuć taką rezygnację, pustkę. To uczucia głównego bohatera, które są bardzo dobrze odzwierciedlone. Gonitwy myśli popychają go prób rozwiązania tej zagadki. Akcja przez to wszystko nie toczy się nie wiadomo jak szybko, jest powolna, trochę ospała. Tak jakby "toczy się, bo musi". To samo jest z życiem głównego bohatera - toczy się, bo musi. Bliżej końca, chyba ostatnie 150 stron akcja nabiera tempa. Zmienia się też klimat, czuć więcej gniewu, determinacji. Po prostu zmiana zachodzi również w Macieju, gdy poznaje coraz więcej faktów z życia swojej żony, o których nie miał pojęcia.
Wydaje mi się, że to powieść z tych, gdzie od akcji trzymającej w napięciu ważniejsze są uczucia bohatera. Na tym to się skupia, Maciej chce się dowiedzieć prawdy, jednocześnie dużo myśli o swoim małżeństwie, w którym coś się wypaliło. Możemy poznać jego uczucia względem żony, jak było na początku i jak było później, po tych dwunastu latach. 

Pomimo ciężkiego tematu książkę czyta się bardzo dobrze. Co prawda nie czytałam jej jakoś szybko, bo ostatnio miałam mniejszą ochotę na czytanie, miałam też dwa dni w ogóle bez książki i jakoś tak wyszło. Skończyłam ją wczoraj, niemalże od razu usiadłam do pisania. Jest dużo opisów i przemyśleń, mniej dialogów, ale to również nie jest przeszkodą. Opisy nie są uciążliwe, często zawarte są w nich historie lubi gonitwy myśli bohatera oraz jego wspomnienia. 

Jednak brakuje mi większej ilości wspomnień Macieja dotyczących Janiny. Było ich trochę, ale to było dla mnie za mało. Nie mogłam sobie w pełni stworzyć obrazu Janiny jako żony. Być może to było celowe, aby pokazać, że mąż jej nie znał. Nie mam pojęcia. Po prostu wolałabym więcej wspomnień o niej, bo z początku miałam wrażenie, że mogła być toksyczna dla męża. Szkoda także, że nie pociągnięto wątku w jaki sposób Konrad ją skrzywdził (nie wydaje mi się, żeby to był spoiler). Na początku było coś o tym wspomniane i nic więcej, bo nikt inni nic nie wiedział. Jednak nadrabia to opis Janiny jako Niny. Niby to ta sama osoba, ale zupełnie różne charaktery, marzenia, podejście do życia. 

Śmierć Janiny bardzo komplikuje relację pomiędzy Maciejem a dziećmi, pomiędzy Maciejem a teściami. Chyba mogę stwierdzić, że lubię takie zabiegi. Zawsze to jakieś urozmaicenie wśród książek, gdzie relacje z rodziną są dobre. 
Jest w tej książce zawartych kilka drobnych stereotypów, które oddają mentalność bohaterów. Myślę, że to pasuje do tej książki, chociaż mnie lekko zakłuwało w sercu, gdy to czytałam. 

Książka na pewno będzie mieć swoich fanów. Dla mnie to nie do końca to, co lubię, ale polubiłam ją. Może nie zachwyciła mnie tak, jak "Rana", ale różnica wynika z tego, że wolę, gdy w książce jest większe napięcie. Tutaj ze zrozumiałych powodów fabuła biegła wolniej i miała inny klimat.


 Akredytacja 02/05/2020

Czy mogę to polecić? "Te wiedźmy nie płoną" Isabel Sterling



Hej!
Ten post miał się pojawić w niedzielę, ale moje rozważania o lekturach wygrały. A dziś wchodzę tutaj i przeżywam szok! Zmiana wyglądu! Trochę dziwnie, ale też jest bardzo przejrzyście. Podoba mi się. Będę musiała sama odkryć kilka nowych funkcji, ale już widzę, że nie będzie musiała pisać w Wordzie, bo widzę tutaj podobne narzędzia. Bardzo fajnie, że one doszły! Będę musiała się przyzwyczaić do nowych przycisków, ale to nie jest dużą wadą. 
Dzisiaj o książce, o której niedawno było głośno i pewnie gdybym nie portal czytampierwszy.pl, to bym jej nie przeczytała. "Te wiedźmy nie płoną" Isabel Sterling to książka, która wzbudzała mieszane uczucia - albo ktoś się zachwycał, albo wynudzał. Zwykle gdy czytam o magii to jest magia w innym świecie, wykreowanym przez autora, często ze szkołą magii. Wiecie o co chodzi. Nie wiem czemu tak, bo lubię też ten klimat bardziej stereotypowych wiedźm, tych które  żyją w świecie, który znamy. Szczególnie w filmach i serialach. Jak byłam młodsza uwielbiałam "Sabrinę", która leciała na Polsacie, "Czarodziejów z Waverly Place" czy nawet podciągnę "Miasteczko Halloween". Okej, w większości z nich też są Szkoły Magii w innym wymiarze, ale jednocześnie bohaterowie żyją w naszym świecie, chodzą do normalnej szkoły, zawierają przyjaźnie i wiodą życie zwykłego śmiertelnika. Do tej pory czytałam tylko jedną serię w takim w stylu, czyli "Krąg" i "Ogień" Matta Standberga i Sary Elfgren, które nie zachwyciły mi tak jak chciałam. Myślałam, że to będzie coś, co pokocham, a tu lipa. Kolejne dobre książki, ale nie tak dobre, aby miały szczególne miejsce w moim sercu. Zupełnie nie to, czego się spodziewałam. Z tego powodu do "Te wiedźmy nie płoną" podchodziłam ostrożniej ze świadomość, że to nie jest coś, co pokocham, ale wypadła równie dobrze jak tamte. Eh... Nawet nie wiecie, jak bym chciała znaleźć książkę, którą pokocham w takiej tematyce.


Tytuł: Te wiedźmy nie płoną
Autorka: Isabel Sterling
Wydawnictwo: We need YA
Liczba stron: 352
Data wydania: 11 marca 2020
Moja ocena: 6,5/10


Hannah przeżywa ciężkie rozstanie ze swoją byłą dziewczyną Veronicą. Nie ma, niestety, żadnego sposobu, aby się od niej uwolnić i zapomnieć, bo obie dziewczyny są w jednym sabacie. Jako Wiedźmy Żywiołów łączy je tajemnica swojej mocy, o której Regowie nie mogą się dowiedzieć, a także to, co się wydarzyło się w Nowym Jorku. Nie pomyślałyby, że tamten weekend zakończy ich związek i narazi na niebezpieczeństwo cały ich sabat, gdy Krwawa Wiedźma odnajdzie je w Salem i będzie chciała się zemścić.


Z czytaniem tej książki trafiłam w bardzo dobry moment, kiedy chciałam poczytać coś lekkiego i niewymagającego ode mnie większego zaangażowania. Jak dla mnie to jedna z takich historii - niezobowiązująca, dla wieczornego relaksu z czymś, co nieco odbiega od większości rzeczy. Nieco - to kluczowe słowo. Na pewno tę książkę wyróżnia pomysł - takie wiedźmy to coś, co rzadko spotykam. Miłość dwóch dziewczyn - tak samo, nie często wybieram takie książki. Wydaje mi się, że schemat fabuły też nieco odbiega od normy, chociaż ktoś bardziej wnikliwy może to przewidzieć. 

Fabuła opiera się na dwóch głównych wątkach. Pierwszy to niebezpieczeństwo dla Salem,  a drugi to życie miłosne Hannah. Dla mnie te wątki się zgrabnie przeplatają. Nie odczuwam, żeby było za dużo rozpaczy po rozstaniu, ale są osoby, które to drażni. Akcja jest równomiernie rozłożona na tych ponad trzystu stronach, co jest dużym plusem. Od początku książka jest ciekawa, ale rozkręca się i wszystko przybiera tempa gdzieś od połowy. Jednak nie było momentu, aby książka mnie nie nudziła ani ciągnęła się w nieskończoność. Są pewne momenty, kiedy można zaskoczyć, szczególnie nie spodziewałam się zakończenia, ale bohaterki również nie były w stanie na to wpaść. Zabrakło mi w tej książce opisów lekcji "magii", obrony przed Krwawymi Wiedźmami i tak dalej. Tak samo niewiele było o historii Salem i czarownic je zamieszkujących.  Za mało też było opisów samego miasta, które mogłyby dodać historii naprawdę fajnego klimatu.

Narracja jest z punktu widzenia  Hannah, więc często mamy nawiązania do jej związku z Veronicą oraz bólu po rozstaniu. Nie jest to dla wielu atrakcyjną cechą, ale dla mnie to wyróżniło tę bohaterką i nadało jej autentyczności. Pewnie wiele osób będzie się mogło utożsamić z takimi przeżyciami i byłymi, którzy powracają w najmniej odpowiednich momentach. Możemy też dostrzec, że czuje się nie zrozumiana przez dorosłych i lekceważona, szczególnie gdy dostaje kary za cudze przewinienia. Często jest też lekkomyślna, czym w pewnym momencie mnie zirytowała. Kto przy zdrowych zmysłach idzie na randkę do lasu z nowo poznaną osobą, kiedy grozi mu niebezpieczeństwo? Do tego na koniec załącza jej się typowe w młodzieżówkach bycie "Zosią Samosią", która sama idzie stawić czoła niebezpieczeństwu.
O reszcie bohaterów już ciężej mi napisać aż tyle. Nie wydaje mi się, żeby grali aż tak ważną rolę. Jasne. Veronica jest istotną postacią. Jednak sposób jej ukazania budzi we mnie mieszane uczucia. Widzimy ją przez pryzmat rozpaczy jej byłej dziewczyny i czas, w którym Hannah widzi, że ten związek nie był dobry. Irytowało mnie to, że ciągle się pojawiała i prosiła o kolejną szansę. Widać przy tym było, że zależy jej tylko na sobie. Można też się przekonać, że jest manipulantką. Ani jej nie polubiłam, ani jej nie znielubiłam, ale zabrakło mi czegoś w jej kreacji. Nie umiem znaleźć w niej jakiejś pozytywnej cechy i ma w sobie pewną schematyczność, mimo że można ją opisać do dość dokładnie.
Tył okładki sugeruje, że jest czwórka głównych bohaterów, ale dopiero na sam koniec odkrywamy o kogo chodzi tak właściwie chodzi, ponieważ Ci bohaterowie nie są typową paczką znajomych. Miałam kilka swoich typów, o kogo może chodzić, ale naprawdę reszta bohaterów była na dalszym planie i ciężko było poznać, kto może być ważny dla fabuły. Do tego uderzyła mnie ich "typowość". Jak na razie Gemmę, Morgan i Bena oceniam jako zwykłych bohaterów, bardzo stereotypowych, bo niewiele o nich wiadomo. Chociaż na koniec postać Bena zyskała w moich oczach. Być może w kolejnych częściach będzie można ich lepiej poznać i więcej o nich powiedzieć. 

W tej książce jest też taka mętność. Nawet w opisie bohaterów, skoro nie umiem zbyt wiele powiedzieć o przyjaciółce, ba... Poza Benem i Morgan nie mam zbyt wielkiego wyobrażenia innych bohaterów. Czytając tę książkę miałam tak, że domyślałam się o co chodzi, ale nigdy nie byłam nie byłam pewna i musiałam czekać aż się wyjaśni to, co mnie interesuje. Nie wiem, czy to ja nie umiałam kojarzyć w tamtym momencie, czy może faktycznie ta narracja była taka niejasna przez co dopiero po osiemdziesięciu stronach upewniłam się, kim jest Reg i gdzieś daleko, że Lady Ariana to babka Hannah.

Hmm... Ciekawe.  Im dłużej pisałam o tej książce, tym więcej niedopracowanych rzeczy zauważyłam, dlatego uznałam, że dobrym wyjściem jest obniżenie oceny z 7 na 6,5. Niewielka różnica, ale nie umiem pozostawić tej książki razem z innymi, które oceniłam na bardzo dobre. Jednocześnie umiem jej zrównać z tymi dobrymi. Ten tom to naprawdę dobry wstęp do jakiejś większej historii, która mam nadzieję, że rozwinie się w kolejnych tomach. Nie skreślam tego. Czy polecam? Nie mam pojęcia. Nie miałam oczekiwań do książki, więc się nie zawiodłam. Jeśli szukacie czegoś na wieczór, do wyluzowania się i odpoczynku po bardziej ambitnych historiach - bierzcie się za to śmiało! Jednak jeśli szukacie historii o wiedźmach, której świat Was zachwyci, która będzie przesycona tą magią, to chyba nie jest to. A jeśli znacie coś w takim klimacie bądź klimacie "Kręgu", o którym wspominałam to koniecznie mi polećcie! :D

Gratka dla fanów Maleca, czyli "Czerwone Zwoje Magii" Cassandry Clare


Hejo! 
Dzisiaj kolejna recenzja książki autorki, która ma specjalne miejsce w moim sercu. Mowa o Cassandrze Clare i jej najnowszej serii. Uniwersum Nocnych Łowców rozrosło się o kolejną trylogię. I nie ostatnią, bo są jeszcze dwie planowane/zaczęte. Szczerze mówiąc, nie narzekam. Lubię ten świat i podoba mi się to, że z każdą częścią jest co raz bardziej dopracowany. Jak na razie pierwsza część serii „Najstarsze klątwy” to bardziej dla mnie bardziej dodatek do całego uniwersum niż osobna część jakiejś ważnej historii, ale bardzo fajnie dopełnia ten świat.


Tytuł: Czerwone Zwoje Magii
Autor: Cassandra Clare, Wesley Chu
Wydawnictwo: We Need YA
Liczba stron: 472
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Moja ocena: 8/10

Historia pokazuje, co się działo na wakacjach Aleca i Magnusa w Europie. Ich spokój został przerwany przez pojawienie się Tessy, która poinformowała czarownika, że jest podejrzany o założenie Szkarłatnej Ręki, kultu czczącego jednego w Wielkich Demonów, Księcia Piekieł Asmodeusza. Okazuje się, że Magnus stracił wszystkiego wspomnienia związane z tym kultem i założył go dla żartu, ale to wymknęło się spod kontroli i znalazło nowego przywódcę…

Jak wyżej wspomniałam, ta część jest takim przyjemnym dodatkiem do całej serii, ale nie znaczy, że nie wnosi do niej wiele. Najważniejsze co ona wnosi to podejście Podziemnych do Nocnych Łowców. Do tej pory spotykaliśmy tylko Podziemnych, którzy byli blisko z nimi lub mieli chwilowe interesy, ale zawsze to był jeden Podziemny i kilku Łowców. Za to tutaj mamy sytuację odwrotną. Alec (i jeszcze dwoje Nefilim) trafia w świat Podziemnych. Najpierw na Nocny Targ, potem na imprezę z okazji ich tryumfu, który Podziemny traktują jak własny. Co godzi w dumę Aleca, ale to jest to co Łowcy sami robią. Świetnie przedstawia ich nieufność i bardzo dobrze to dopełnia obraz tego świata.

Powieść jest podzielona na trzy części oraz epilog. Każda z nich ma tytuł podobny do tytułów 
książek z serii Dary Anioła. Tutaj jest „Miasto miłości”, „Miasto masek” oraz „Miasto wojny”. Bardzo mi się podoba, że każda z tych części ma inny klimat. W pierwszej części wszystko się zaczyna, ale akcja idzie dość leniwie. Czuć miłość bohaterów, ale bardziej czuć nieudaną randkę. Oczywiście nie tak zwyczajnie nieudaną, bo pojawiają się tam przeszkody typowe dla Nocnego Łowcy. W „Mieście masek” akcja przyśpiesza, ale jest owiana dozą tajemniczości. Jeszcze nie wiadomo dobrze wszystkiego, ale coś się dzieje. Można wyczuć coraz większe niebezpieczeństwo. Oczywiście, w ostatniej części, czyli „Mieści wojny” jest najciekawiej i nie ma się ochoty zostawiać tej książki na później. Jest najlepszy fragment tej książki, na który warto czekać. Epilog w bardzo fajny i zabawny sposób podsumowuje tę powieść, ale wprowadza też pewien element zaskoczenia, który jest łącznikiem z "Miastem Popiołów".

Ogólnie styl pisania jest dobry, ale ja zawsze mam jakiś problem z czytaniem książek, które Clare napisała z kimś. Czyta je mi się dużo gorzej niż te tylko jej, mimo że za każdym razem fabuła mnie bardzo ciekawi i intryguje. Na szczęście cały czas jest to typowe dla Clare poczucie humoru. Tym bardziej, że Magnus jest jedną najzabawniejszych postaci w tym Uniwersum. Dodatkowo bawi mnie fakt, że cała fabuła zaczyna się od jednej nieudanej randki i cały czas czuć ten klimat. Nie piszę tego w pozytywnym znaczeniu. Dla mnie jest plusem i chciałabym zobaczyć ekranizację tego w stylu takich komedii romantycznych (chociaż ekranizacja „Miasta Kości” była dnem, a serial też mnie nie porwał, więc to ryzykowne stwierdzenie).

Niesamowicie się cieszę, że możemy poznać bliżej Aleca, ponieważ jest bardzo często tłumiony przez postać Jace’a. Tutaj widzimy jak balansuje pomiędzy pewnością siebie a niepewnością względem czarownika. To jest dość urocze, tym bardziej że okazuje mi wiele uczuć troszcząc się o niego u pomagając.
Z kolei w Magnusie widzimy coś więcej niż jego ironiczność i zamiłowanie do brokatu. Czarownik wydaje się być postacią, która lekko, niekiedy lekceważącą podchodzi do życia (nie tylko swojego), ale tutaj widzimy to jak się troszczy. Otacza troską inne osoby niż Magnusa i Clary. Dowiadujemy się więcej tego, co siedzie w nim. Poznajemy jego demony.
Oprócz tego pojawiają się tutaj postaci z „Mrocznych Intryg”, ale nie ma żadnych spoilerów do tej trylogii. Podoba mi się to, że poznajemy lepiej Aline Penhallow oraz Helen Blackthorn przed wprowadzaniem Zimnego Pokoju. Tutaj są początki ich znajomości, które są bardzo ciekawe. Helen wydaje się delikatna i krucha, a jednocześnie silna. Za to Aline ma bardzo mocny charakter i jest po prostu niezwykle zdecydowana.

Niby nie ocenia się książki po okładce, ale tutaj szata graficzna jest cudowna. Nie znam drugiej tak pięknie odbijającej światło okładki jak ta. Są tutaj też bardzo przyjemne czcionki na początku rozdziałów.

Bardzo polecam ją fanom tego świata, a szczególnie tym, którzy shipują Maleca. :D Jeśli zastanawiacie się, w którym momencie powinno się tę serię przeczytać, to uważam, że obowiązkowa jest znajomość trzech pierwszych tomów „Darów Anioła”, a reszta dowolnie. Nie ma spoilerów do „Diabelskich Maszyn” ani do „Mrocznych Intryg”, mimo że w przypadku tych drugich część bohaterów się pojawia i tutaj, ale w rzeczywistości w obu seriach tylko jedno zdarzenie jest wspólne i może zaskoczyć.


Książka odebrana za punkty na portalu https://czytampierwszy.pl/pl/

"Dziewczyny znikąd" Amy Reed



Hej!

Jednak wyszły małe zmiany. Dzisiaj nie będzie recenzji „Wichrowych wzgórz”, tylko innej książki. „Dziewczyny znikąd” to idealna książka, aby napisać o niej w Dzień Kobiet. Dlaczego? Bo dotyczy każdej z nas. Jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio, bo może dotyczyć kogoś z naszego otoczenia. Książka bardzo mądra, części osób otworzy oczy. I nie tylko dla kobiet. Serio, moim zdaniem powinna być to lektura szkolna ze względu na wartości, jakie przekazuje.
To chyba inna niż zwykle recenzja, bo zawiera więcej przemyśleń o życiu niż o książce. 



Tytuł: Dziewczyny znikąd
Autorka: Amy Reed
Liczba stron: 418
Data wydania: 29.01.2020
Wydawnictwo: Poradnia K
Moja ocena: 9/10



Trzy dziewczyny, każda zupełnie inna, ale mają jeden cel - sprzeciwić się kulturze gwałtu, zmniejszyć seksizm i oddać szacunek zgwałconej dziewczynie, której nikt nie chciał uwierzyć i o której się milczy. Zaczynają tworzyć Dziewczyny Znikąd i zachęcają do tego inne dziewczyny. Aż z czasem ich ruch ma naprawdę duże znaczenie, co nie podoba się wielu osobom.
Wydaje mi się, że będzie to jedna z najważniejszych książek w moim życiu. To taka książka, którą każdy powinien przeczytać. Dlaczego? Bo zawiera ważne rzeczy. Coś o czym się powinno mówić. Są w niej rzeczy, które każdy powinien usłyszeć po tym, gdy usłyszał coś, czego nikt nie mógł usłyszeć. Albo poprawne reakcje na rzeczy, które nigdy nie powinny się wydarzyć

"Vicious: Nikczemni" V.E. Schwab




Cześć!
Dzisiaj recenzja genialnej książki, o której wielu z Was już pewnie słyszało. "Vicious" jest to kolejna powieść autorki "Okrutnej pieśni". Victoria Schwab jest jednym z nielicznych autorów, których mogę uznać za ulubionych po przeczytaniu tak niewielkiej ilości książek. Raptem trzy książki przeczytałam, a jestem zachwycona, nawet jeśli uważam jedną z nich za nieco gorszą od pozostałych. Książki tej autorki są świetne po prostu – światy, które wykreowała są wciągające i dopracowanie, bohaterowie"Vicious: Nikczemni" odebrałam za punkty z portalu czytampierwszy.pl. Przyszła do mnie w poniedziałek, w piątek skończyłam, a dziś wstawiam recenzję. 


Tytuł: Vicious: Nikczemni
Autor: V.E. Schwab
Seria: Złoczyńcy
Liczba stron: 447
Data wydania: 24 kwietnia 2019
Wydawnictwo: We need YA

Victor Vale jest wiecznie w cieniu swojego przyjaciel Eliota Cardele’a Na studiach, w towarzystwie, nawet gdy dziewczyna woli wybrać Elia zamiast Victora. Jednak dalej się przyjaźnią. Łączy ich ambicja, geniusz i zdolności. Gdy nadchodzi czas pisania prac dyplomowych, Eli wybiera temat ludzi PonadPrzeciętnych. Zaczyna prowadzić badania, których pomaga mu Victor. Eli poznaje sposób na otrzymanie takich osób i razem z Victorem chcą sprawdź swoje rozważania w praktyce. Jednak pierwsza próba nie przynosi efektów, a druga się udaje, a trzecia przynosi opłakane skutki i rozdziela przyjaciół na wiele lat. Po dziesięciu latach Victor pragnie wreszcie zemścić się na dawnym przyjacielu.

Długo zwlekałam z przeczytaniem tej powieści, ale nie potrzebnie! Jestem zachwycona i nie mogłam się od niej oderwać. Jak na razie to najlepsza książka, którą przeczytałam w tym roku i chyba ciężko będzie ją przebić.
Styl pisania autorki jest świetny. Nie mogłam się oderwać od niego. Opisy były ciekawe, nie nużące, po prostu je się pochłaniało.

"Dziewczyna z ogrodu" Anka Sangusz



Hej!
Dzisiaj przychodzę z recenzją dość nowej książki dla młodzieży, wydanej niecałe dwa miesiące temu. Sam tytuł serii, do której ona należy mnie zainteresował "Niepokorni". Jest ona skierowana do młodszych osób niż ja, ale mi też się spodobała. Jestem skłonna przypisać do grupy takich książek jak "Hopeless" Colleen Hoover czy "Światło" Jay Ashera.  A w mojej opinii jej poziom jest pomiędzy tymi dwoma pozycjami. Są to historie o trochę podobnym schemacie, ale ich treść jest zupełnie inna. Łączy je głównie chłopak z tajemniczą, niezbyt "ciekawą" historią.


Tytuł: Dziewczyna z ogrodu
Autor: Anka Sangusz
Liczba stron: 271
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mazowieckie
Data wydania: 16 października 2019
Moja ocena: 7/10


Kamila to dziewczyna, której prawie nikt nie rozumie. Ani matka, ani większość rówieśników  w szkole. Czuje się osamotniona i zagubiona, nieznacząca nic dla nikogo. Matka przelewa na nie swoje niespełnione ambicje, czego dziewczyna ma serdecznie dość. Jedyne miejsce, gdzie czuje się spokojnie i bezpiecznie to jej ogród, z którego raz widzi dziwnego chłopaka, który wprowadza się do jej sąsiadów. Okazuje się, że ten tajemniczy chłopak będzie także chodził z nią do klasy. O dziwo, chłopak jest skłonny ją bronić przed docinkami innych ludzi. A to dopiero początek jej znajomości z tym tajemniczym chłopakiem, którego przeszłość jest jedną wielką niewiadomą.

"Znajdź mnie" Andre Aciman



Cześć! 
Dzisiaj recenzja książki, której premiera była 2,5 tygodnia temu. Jest to kontynuacja losów Elio i Olivera znanych z książki"Tamte dni, tamte noce", o której już pisałam w tym miesiącu - recenzja *klik*.  Z kolei ta część jest książką dla mnie naprawdę wyjątkową, bo jest to pierwsza powieść, której całkowicie nie umiem ocenić. Nie chodzi o to, że tak dobra, że w skali od 1 do 10 jest za mało cyfr na nią. Tylko... Jest dla mnie tak samo dobra, jak i zła. Tak samo mi się podoba, jak i nie podoba. Pierwszą część łatwiej mi było ocenić, a tą? Ta jest całkowicie inna. Czy to dobrze? Zobaczymy. 

"Miłość jest łatwa, tylko nie wszyscy z nas mają w sobie odwagę, żeby kochać." - Andre Aciman "Znajdź mnie"

Tytuł: Znajdź mnie
Autor: Andre Aciman
Liczba stron: 320
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Poradnia K

Kontynuacja romansu Elio i Olivera, w której możemy poznać ich dorosłe, osobne życie. Bliżej poznajemy też ojca Elio, Samuela, którego małżeństwo się rozpadło. Poświęcona została jemu pierwsza część książki. Jadąc na spotkanie ze swoim synem w Rzymie, poznaje w pociągu Mirandę, młodszą od niego kobietę, z którą udaje mi się znaleźć wspólny język i poczuć coś, czego nie czuł od dawna. 
Elio, który jako dorosły mężczyzna jest szanowanym artystą. Spotyka pewnego dnia Michaela, mężczyznę dużo starszego od niego. Za to Oliver ma żonę, pracę na uniwersytecie, dwójkę dzieci, jednak czy to jest życie, jakie chce wieść?


Kolejna część, kolejne dość kontrowersyjne związki. Tym razem widzimy relacje i uczuciach w związkach, gdzie różnica wieku jest bardzo duża. I chyba to nie dla mnie... Powieści Andre Acimana odbiera się bardzo subiektywnie. Dużo zależy od poglądów i opinii na pewne tematy, co jedni akceptują, drudzy niekoniecznie. Ja przeważnie mam podejście "Niech każdy robi sobie, co chce, jeśli mnie to nie dotyczy". W tych książkach narracja jest pierwszoosobowa, więc poznajemy uczucia bohaterów, ale też mamy możliwości przeżywania tego, co oni. A ja po prostu nie widzę się w związku z taką różnicą wieku, że druga osoba mogłaby być moim rodzicem. To nie dla mnie, dlatego tematyka nie podoba mi się. Momentami mnie ta świadomość zniesmaczała i wiem, że wielu osobom również źle będzie się czytało o takim związku, więc należy to wziąć pod uwagę. Oprócz tego relacje między bohaterami (np. Samuelem i Mirandą) rozwinęły się bardzo szybko, za szybko nawet, co także może być dla wielu minusem.

My Little Book Planner

Hejo!
Bullet Book jak wiecie mi się nie sprawdził. Dalej szukam swojego sposobu, aby się organizować. Oprócz kalendarza akademickiego od mojej uczelni, mam też My Little Book Planner od wydawnictwa Od Deski do Deski, czyli typowo książko Bullet Journal, który zamówiłam sobie z czytampierwszy.pl. Mam też ten mój zeszyt, gdzie zapisuję przeczytane książki i tak dalej, ale on za niedługo mi się skończy, więc wtedy wszystko będzie w tym BuJo.

Tytuł: My Little Book Planner
Wydawnictwo: Od Deski do Deski
Liczba stron: 360


Jest to pierwszy mój zeszyt w kropki i muszę przyznać, ze jest to bardziej wygodne niż myślałam. Kartki w kratkę potrafią być mało przejrzyste, gdy się w nich piszę i stara się to robić ładnie i kolorowo, a te czyste nie są dla mnie, bo nie potrafiłabym pisać w nich prosto i wielkość liter by się bardzo zmieniała. Te kropki wyznaczają miejsce, ułatwiają pisanie, ale jednocześnie nie tworzą nic nieczytelnego, odległość między nimi to 1 cm.

"Rana" Wojciech Chmielarz


Hej!
Dzisiaj przychodzę z książką, którą fuksem udało mi się zdobyć. Weszłam odpowiednim momencie na stronę i potem już jej nie było. Początkowo nie byłam przekonana, czy to pozycja dla mnie, mimo że opis mnie interesował i trochę zwlekałam z zamówieniem jej. Mogę powiedzieć, że to był dobry wybór. Jest naprawdę super pozycja, jedna z tych, gdzie chce się powiedzieć, że każdy powinien to przeczytać. Co prawda zdaję sobie sprawę z tego, że mogą być lepsze kryminały niż ten, ale jego klimat zdecydowanie mnie pochłonął.

Tytuł: Rana
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 14 sierpnia 2019
Liczba stron: 413
Ocena: 9/10


Treść:
Klementyna zostaje nauczycielką w prywatnej szkole. Mniej więcej w tym samym czasie popełnia samobójstwo jedna z uczennic, Maria, a krótko po tym zostaje zamordowana Ela, przyjaciółka z pracy Klementyny i jedyna osoba, która uważa śmierć Marysi za nieprzypadkową. Ciało widziały tylko dwie osoby Klementyna oraz Gniewomir - uczeń z problemami i fascynacją seryjnymi mordercami. Następnego dnia ono, a okoliczności zmuszają tę dwójkę do poprowadzenia własnego śledztwa, którego rezultaty są niezwykle dla nich niebezpieczne, a zaszkodzić mogą nie tylko im. 


Moja opinia:
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek czytałam tego typu książkę. Chyba nie. Do tej pory miałam styczność z kryminałami Agathy Christie oraz młodzieżowym "Truly Devious" Maureen Johnson. Gdzieś po drodze była jeszcze "Dziewczyna z pociągu", a ta powieść jest czymś zupełnie innym i bardzo mi się podoba. 

"Znikający stopień" Maureen Johnson



"Tutaj spokojnie można chodzić nago, wrzeszczeć, a nawet uganiać się po dachach, lecz zakłócanie spokoju w miejscu pełnym książek wzbudziło w uczniach spory niesmak." - Znikający stopień M. Johnson 

Hejo!
Zdaję sobie sprawę, że ten wpis powinien pojawić się wczoraj, ale wypadł mi wyjazd do Warszawy i pół dnia byłam poza domem. Ogólnie to po powrocie z Pienin i staram się nadrabiać zaległości we wszystkim tak w sumie. Nie żebym na razie miała na to tyle czasu, ile bym chciała. Ten post zaczęłam pisać świeżo po skończeniu książki, bo nawet sama z siebie nie mogłabym dłużej czekać, żeby o tym napisałam. A uwierzcie... W poniedziałek czytałam tyle, ile mogłam. W wtorek dokończyłam i żałuję,  że nie mogłam tego przeczytać na raz. Chociaż nie wiem, czy tyle rewelacji co chwilę to dobry pomysł. I wiecie co? Ta część jest lepsza, a "Nieodgadnionemu" dałam na lubimyczytać 9/10.  Więc uwaga! Książka, moim zdaniem 10 na 10! Dlaczego? Czytajcie dalej, to dowiecie się, co tak mnie zachwyciło w kolejnej części przygód uczniów z Akademii Ellinghama.

Tytuł: Znikający stopień
Autor: Maureen Johnson
Cykl: Truly Devious
Data wydania: 15 maja 2019 r.
Wydawnictwo: Poradnia K
Liczba stron: 400
Moja ocena: 10/10

Treść:
Stevie od lat marzy o rozwiązaniu jednej z największych zagadek z przeszłości - porwania córki i żony Alberta Ellinghama, mężczyzny, który założył szkołę wśród gór Vermontu pod własnym nazwiskiem dla wybitnie zdolnych uczniów,  łącząc jednocześnie naukę i zabawę. Dziewczyna dostaje się do jej szkoły, lecz po tragicznych wydarzeniach zostaje z niej odebrana przez rodziców. W tej sprawie interweniuje Edward King, znienawidzony polityk, szef jej rodziców i... ojciec przyjaciela ze szkoły. Polityk namawia rodziców dziewczyny, aby puścili ją z powrotem do szkoły, ale ma w tym ukryty cel. Prosi, aby dziewczyna miała oko na jego syna. Dziewczyna czuje, że nie ma wyjścia i się zgadza. Daje jej to możliwość dalszego prowadzenia dochodzenia i poszukiwań Nieodgadnionego, który jakimś dziwnym cudem wpływa na obecne czasy.


Trochę o czytampierwszy.pl

Mam nadzieję, że gdy Wy czytacie ten post, ja chodzę sobie po górach. A jeśli nie chodzę, to po prostu jestem w Pieninach. A co to oznacza? Dużo zdjęć! Tak, tak, Pieniny były wrześniu, ale 
Jak zauważyliście korzystam ze strony czytampierwszy.pl. Zarejestrowałam się tam na początku kwietnia, a teraz po tych kilku miesiącach i paru zamówieniach, chciałabym napisać o tym portalu.
Mam już pewne rozeznanie, więc poczytajcie. Może akurat kogoś to zachęci i odpowiedzi ten portal.

Po co to w ogóle?

Czytampierwszy.pl to portal dla recenzentów, gdzie można zamawiać książki do recenzji za zdobyte punkty (nazywane ISBN-ami). Nie musisz wydawać pieniędzy.  Nie trzeba pisać do wydawnictw o interesujące Cię tytuły, szczególnie jeśli nie jeszcze nie masz zbyt wielkiej liczby obserwatorów. Można wybrać książki w wersji elektronicznej lub papierowej, w zależności jaka jest dostępna. Po napisaniu recenzji wklejasz link do niej lub screenshota z komentarzem, zdjęciem ze story.

To jak się te punkty zdobywa?

"Kastor" Agnieszka Lingas-Łoniewska



Hej!
Na samym początku zapraszam na wywiad ze mną na blogu KEIRABOOKS.
Dziś przychodzę z kolejną książką zamówioną na czytampierwszy.pl. Na początku nie zwróciłam na nią uwagi, bo jakoś okładka mnie nie zachęciła, opis też tak średnio, ale natknęłam się na parę recenzji w sieci i się zainteresowałam. Co nie zmienia faktu, że podchodziłam to tej książki z pewną rezerwą, obawą. Na szczęście jestem pozytywnie zaskoczona. No dobra... Nie miałam wielkich wymagań, ale wywarła na mnie na prawdę duże wrażenie.


Tytuł: Kastor
Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska
Cykl: Bezlitosna siła
Data wydania: 5 czerwca 2019
Wydawnictwo: Burda Książki
Liczba stron: 300
Moja ocena: 7/10

Treść:
Konstanty Lombardzki jest prezesem bardzo dobrze prosperującej firmy. Wyzbyty uczuć i empatii prezes prowadzi podwójne życie. Co jakiś daje ujście swojej mrocznej, pełnej nienawiści stronie w nielegalnych walkach MMA w podziemiu klubu przyjaciela. Zyski z tego przeznacza na fundację FemiHelp. W jego firmie zatrudnia się Anita Sokołowska, którą chłopak kojarzy jako hostessę z podziemia. Dziewczyna pracuje w dwóch miejscach, gdyż musi spłacać nie swój dług. Te dwie skrzywdzone dusze zakochują się w sobie i razem walczą ze swoimi demonami. Czy to może się udać?


"Wiedźma" Anna Sokalska



Każdy zna motywy podróże w czasie. Ja zazwyczaj spotykałam się z tym, że bohaterowie cofali się w czasie, a w drugą stronę? Czytałam "Strażnika", gdzie Hubert obudził po 7 latach i żył w odbudowanym na nowo świecie, ale to nie było to, tutaj technologia była znana, tylko jej zabrakło. Nawet nie było to najważniejsze, ale co gdy jesteś wiedźmą, która budzi się po pięciuset latach ze snu i nie ma już niczego, co znasz?

Tytuł: Wiedźma
Autor: Anna Sokalska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lira
Liczba stron: 416
Data wydania: 6 lutego 2019


TREŚĆ:
Wiedźma Jasna budzi się ze swojego pięćsetletniego snu. Pragnie zemsty za odebranie życia jej siostrze, ale także przełamania klątwy, która blokuje jej moc. Poznaje Ninę, zmorę, która uciekła z Międzyświata; Dawida, który stał się Szamanem po uratowaniu go przed śmiercią przez Ninę oraz Szarego, anioła, którzy niegdyś był niezłą szychą  wśród aniołów, ale nadano mu obowiązki Anioła Śmierci. Każdy z nich ma swoje tajemnice i własne cele, które pragną osiągnąć, ale do tego muszą ze sobą współpracować. W tym samym czasie otworzyła się wyrwa, która pozwala na przechodzenie pomiędzy Żywoświatem a Międzyświatem, co powoduje pewne zatargi wśród Wyższych Istot z obu Zaświatów - Anielskiego i Piekielnego.

"Prosty układ" K. A. Figaro


Hej!
Dziś przychodzę z recenzją, o której wspominałam w poprzednim poście. Książkę zamówiłam na czytampierwszy.pl. "Prosty układ" wydał mi się najbardziej interesujący z dostępnych powieści.
Pisanie tej recenzji było dla mnie nieco męczące i zeszło mi się dłużej niż podejrzewałam, ale udało mi się, mimo że mam wrażenie, że coś jest tutaj nie tak i o czymś zapomniałam, ale nie mam pojęcia o czym.


Tytuł: Prosty Układ
Autor: K.A. Figaro
Wydawnictwo: Lipstick Books
Liczba stron: 352
Data wydania: 3 kwietnia 2019

Treść:

Łucja, nazywana przez bliskich Fibi, kończy trzeci rok studiów w Warszawie. Podczas weekendowego pobytu w domu rodzinnym poznaje Dymitra Andrzejewskiego, który ma lekkie podejście do kobiet i jest przyzwyczajony do tego, że bierze zawsze to chce. Facet pragnie, aby Łucja była jego kolejną zdobyczą. Jednak dziewczynie nie podobają się takie relacje, tym bardziej, że po ciężkim związku ma dość mężczyzn. Jej niechęć zmniejsza się, gdy Dymitr ratuje ją przed gwałtem. Mężczyzna ciągle nalega, aby zawiązali pewien niezobowiązujący układ.