"Kandydatka" Rachel E. Carter


Hejo!
Dzisiaj nieco spóźniona recenzja, bo planowałam ją dodać w poniedziałek, ale niestety choroba mnie dopadła i nie miałam siły na nic, więc nie mogłam jej dokończyć. Na szczęście dziś się czuję lepiej, wracam dużo bardziej żywa i całkiem pełna energii, więc z przyjemnością kończyłam ten. Choroba przypomniała mi o pomyśle na wpis, który dotyczyłby moich przeżyć związanych z usunięciem migdałków. Zdaję sobie sprawę, że to kwestia bardzo indywidualna, ale jeśli jesteś zainteresowani tym tematem, to dajcie znać w komentarzu.
A teraz przejdźmy to głównego tematu wpisu, czyli książki. "Kandydatka" to trzecia część serii „Czarny mag” Rachel E. Carter. Cześć z Was pewnie kojarzy

recenzje dwóch poprzednich części, w których pisałam, że to bardzo dobra seria. Jak jest z tą częścią? Dotrzymuje poziom?

Na początku przypominam o recenzjach poprzednich części.





Tytuł: Kandydatka
Autor: Rachel E. Carter
Liczba stron: 432 
Data wydania: 18 września 2019
Wydawnictwo: Uroboros
Moja ocena: 9/10

Ryiah przygotowuje się do dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest spełnienie jej marzenia, zostanie Czarny Magiem. Musi jeszcze wygrać nabór, do którego stara się przygotować jak najlepiej. Drugim jest ślub z Darrenem. Jednak to wymaga od niej czegoś jeszcze, poznania dworskiej etykiety oraz większego zainteresowania sprawami politycznymi, które w tych czasach są skomplikowane, ponieważ pokój między państwami jest zagrożony. Także sytuacje w Jerrarze nie wygląda najciekawiej ze względu na ruch buntowniczy, który się kształtuje.


Po przeczytaniu tej części poczułam się, jakby czołg przejechał mi po mózgu i wystrzelił w głowie. Serio… Ta książka rozwaliła system i uważam ją za dużo lepszą niż poprzednie części. Wreszcie świat jest odpowiednio wykreowane, nie ma zbyt wielu niewiadomych i można go sobie wyobrazić.
Od początku czułam, że ona naprawia błędy swoich poprzedniczek. Na moją ocenę składa się też tak, że lepiej rozumiem „mechanizm” tych książek.

"Chłopak znikąd" Anka Sangusz


Cześć!
Dzisiaj przychodzę z recenzją pewnej nowości. Jest to kontynuacja losów Kamy i Kacpra z cyklu "Niepokorni" wchodzące w skład serii "Nastolatki to czytają!". Jest to cykl książek dla młodzieży, która lubi tych mniej grzecznych bohaterów, silnych, niebojących się iść własną ścieżką i stających twarzą w twarz ze swoimi problemami. Bardzo dziękuję yaczytam.pl za możliwość przeczytania tej książki. Niestety, nie udało mi się jej wrzucić wczoraj, a takie były pierwsze plany.  Na szczęście dziś udało mi się znaleźć czas, aby dokończyć tę recenzję i powiem Wam, że pisanie tego było dla mnie czystą przyjemnością i relaksem. Tak samo jak czytanie. Miałam poczytać przez godzinę rankiem, a co? A skończyło się, że przeczytałam na raz całość! 

Tytuł: Chłopak znikąd
Autor: Anka Sangusz
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mazowieckie
Data wydania: 29.01.2020


Kacper pragnie za wszelką cenę odzyskać Kamę. Wie bardzo dobrze, ile go będzie to kosztowało i będzie to dla niego niezwykle trudne, bo jest to coś, czym z nikim się nie dzielił. Tą ceną są wszystkie tajemnice, które skrywał, a które mogą sprawić, że dziewczyna znajdzie się w niebezpieczeństwie.

Bardzo dobra książka. Jedna z lepszych z gatunku literatury młodzieżowej i jestem pewna, że gdybym była młodsza i na nią trafiła, to oceniłabym ją jeszcze lepiej. Nawet podobała mi się bardziej od pierwszej części. 
Styl pisania uważam za dobry, jest lekki. Nie zauważyłam większych zmian między tą częścią, a poprzednią. Książkę tak jak poprzedniczkę można pochłonąć w jeden wieczór. 

Mamy zmianę narracji. W tej części wydarzenie są opisane z perspektywy Kacpra, do czego musiałam się trochę przyzwyczaić. Tym bardziej, że widać zmianę w sposobie narracji, na pierwszy plan wybijają się uczucia chłopaka do swojej dziewczyny, co momentami mnie irytowało, ale pokazywało, jak bardzo mu na niej zależy. Było także bardzo płynne przejście z jego narracji do narracji Kamy, co bardzo mi się podobało. Nie pogubiłam się w tym, było wręcz naturalne, automatycznie zrozumiałam, że teraz opowiada Kamila. 

TOP 5: Najgorsze książkowe pary



Hej!
Wpis planowany od ponad pół roku. Miałam już początek, miałam jego zarys i książki, które mi tutaj pasowały, ale wszystko straciłam. Serio, nawet roboczej notatki w zeszycie nie umiem znaleźć. Pisanie tego od nowa jest trochę ciężkie, bo nie pamiętałam wszystkiego i w efekcie nawet tytuł się zmienił. Chociaż myślę, że ten jest dużo bardziej adekwatny do tego, co chcę tutaj przekazać. Miało być najpierw o najgorszych książkach o miłości, ale zrezygnowałam z tego,  bo jednak nie wszystkie książki, które tutaj przedstawię są romansami. Zdecydowałam się na zmianę i najgorsze książkowe pary, czyli te których z różnych powodów nie lubię. Ot tak, żeby coś wyróżniło wśród wszystkich walentynkowych wpisów polecających dobre książki o miłości. Stwierdzenie, żeby przestrzec jest co najmniej wyolbrzymione, bo to jest dużo bardziej subiektywne niż pisanie po prostu o dobrych romansach. Zaraz zobaczycie dlaczego!

"Vicious: Nikczemni" V.E. Schwab




Cześć!
Dzisiaj recenzja genialnej książki, o której wielu z Was już pewnie słyszało. "Vicious" jest to kolejna powieść autorki "Okrutnej pieśni". Victoria Schwab jest jednym z nielicznych autorów, których mogę uznać za ulubionych po przeczytaniu tak niewielkiej ilości książek. Raptem trzy książki przeczytałam, a jestem zachwycona, nawet jeśli uważam jedną z nich za nieco gorszą od pozostałych. Książki tej autorki są świetne po prostu – światy, które wykreowała są wciągające i dopracowanie, bohaterowie"Vicious: Nikczemni" odebrałam za punkty z portalu czytampierwszy.pl. Przyszła do mnie w poniedziałek, w piątek skończyłam, a dziś wstawiam recenzję. 


Tytuł: Vicious: Nikczemni
Autor: V.E. Schwab
Seria: Złoczyńcy
Liczba stron: 447
Data wydania: 24 kwietnia 2019
Wydawnictwo: We need YA

Victor Vale jest wiecznie w cieniu swojego przyjaciel Eliota Cardele’a Na studiach, w towarzystwie, nawet gdy dziewczyna woli wybrać Elia zamiast Victora. Jednak dalej się przyjaźnią. Łączy ich ambicja, geniusz i zdolności. Gdy nadchodzi czas pisania prac dyplomowych, Eli wybiera temat ludzi PonadPrzeciętnych. Zaczyna prowadzić badania, których pomaga mu Victor. Eli poznaje sposób na otrzymanie takich osób i razem z Victorem chcą sprawdź swoje rozważania w praktyce. Jednak pierwsza próba nie przynosi efektów, a druga się udaje, a trzecia przynosi opłakane skutki i rozdziela przyjaciół na wiele lat. Po dziesięciu latach Victor pragnie wreszcie zemścić się na dawnym przyjacielu.

Długo zwlekałam z przeczytaniem tej powieści, ale nie potrzebnie! Jestem zachwycona i nie mogłam się od niej oderwać. Jak na razie to najlepsza książka, którą przeczytałam w tym roku i chyba ciężko będzie ją przebić.
Styl pisania autorki jest świetny. Nie mogłam się oderwać od niego. Opisy były ciekawe, nie nużące, po prostu je się pochłaniało.

Najmniej doceniana przyjaciółka - miesiączka



Cześć!
Dziś znowu poważniej. Przychodzę ze spontanicznymi przemyśleniami, które przyszły do mnie w nocy. Tak bardzo nie chciałam, aby mi uciekły, że niemalże od razu siadłam dopisania. Dlaczego w nagłówku takie zdjęcie? Bo kobiecy temat, więc zdjęcie ukazujące szczyt moich możliwości, jeśli chodzi o kobiecość. Ten tekst nie powstałby, gdyby nie Maja (@zaczytana.querida). Bardzo dziękuję Ci za ten Twój wczorajszy wpis na Instagramie i za to, co mi nim uświadomiłaś. 
Kurde, co miesiąc narzekam na miesiączkę. Zresztą nie tylko ja. Masa dziewczyn to robi. Ale w gruncie rzeczy mam szczęście, że mogę na to narzekać. Mam szczęście, że miesiączkuję. Mój organizm daje mi znać, że wszystko ze mną w porządku, że nie mam o co się martwić. I to jest ważne. 

Ulubieńcy miesiąca: grudzień & styczeń

Hej!
Przychodzę z podsumowaniem miesiąca. Uciekając przynajmniej na chwilę od tego poczucia obowiązku i starając się zrelaksować. Nawet nie wiedziałam, ile prawdy było w tym, jak pisałam te dwa tygodnie temu o ostatnich dniach spokoju. Nie będę ukrywać, że końcówka stycznia nieźle dała mi w kość i niezwykle trafne odzwierciadlają go Prawa Murphy'ego. Czyli w skrócie w tym tygodniu co mogło pójść nie tak, to poszło. A nawet jeszcze więcej rzeczy się nie udało niż myślałam. O ile pierwsze pół miesiąca oceniam naprawdę dobrze, tak ten tydzień to masakra po prostu. Liczę na to, że wraz z końcem stycznia skończy się ta złą passa, bo uwierzcie, to jeden z tych tygodni, kiedy życie pokazuje mi, że nie mam na nic wpływu. Do tego czuję, że mam masę zaległości w moim życiu - od czytania, po blogi czy Instagramy po samą siebie. Chcę po prostu, że to wszystko mi choć trochę zwolniło i pozwoliło coś porobić, i się odprężyć.
Za to jeśli chodzi o grudzień to też go naprawdę dobrze wspominam. :D To chyba były najlepsze święta w moim w życiu. Co prawda zazwyczaj każde są naprawdę dobre, bo lubię moją rodzinę i uwielbiam czas spędzać z nimi, ale te były cudowne po prostu. Także dobrze wspominam Sylwestra, w małym gronie moich ludzi. Też było super po prostu.

1. Piosenka

W kwestii muzycznej problem mi się sam rozwiązał, bo jeszcze ani razu nie wrzucałam tutaj piosenki Mery Spolsky "Sorry from the mountain". Jak jak uwielbiam tą piosenkę. Ogólnie cała płyta "Dekalog Spolsky" jest bardzo fajne, ale ta piosenka najbardziej mi przypadła do gustu. Bardzo bym chciała pójść na koncert tej artystki. :D


W obiektywie #9 - postapokaliptycznie


 Cześć! 
Dzisiaj bez "zbędnego gadania", bo czasu mam niewiele. No dobra... Nie tak niewiele, bo nie ma w tej chwili nawet osiemnastej, jednak się czuję jakby była co najmniej dwudziesta. Najcięższy z trzech ciężkich tygodni już za mną. O dziwo, sesja mi się nie zaczęła, a ja uważam, że będzie nieco lżejsza niż to co teraz miałam. Czekam na wyniki kolokwium zaliczeniowego z fizyki, uczę się do kolokwium z chemii. I w sumie tyle. 
Wpadłam w rytm nauki, mimo że wczoraj ciężko było się do tego zebrać i jedyne co zrobiłam to przeczytałam notatki z chemii, powypisywałam część najważniejszych wzorów i tyle. Dzisiaj już jest lepiej, tylko nieustannie czuję ten upływ czasu i mam wrażenie, że jest go stosunkowo za mało względem tego, co chciałabym jeszcze powtórzyć.

O tych zdjęciach wspominałam już niejednokrotnie, ale wreszcie mam wszystkie i mogę pokazać efekty tej sesji. Co prawda część jest nieprzerobiona, przyznam się bez bicia, ale ani ja, ani Gabi żadnych nie miałyśmy  czasu, aby się tym do końca zająć. Obróbką części z nich zajęła się. Tak samo ona też jest robiła. :D
Jest to nasza pierwsza sesja w tym klimacie, który jest dla nas całkowitą nowością, ale myślę, że wyszło całkiem nieźle. Szczególnie, że nie mieliśmy zbyt wielu rekwizytów. Cieszę się, że w mojej okolicy są ruiny twierdzy, którą mogliśmy wykorzystać. Co myślicie?

Ostatnie dni spokoju



Hejo!
Ten wpis chcę poświęcić jakimś luźniejszym przemyśleniom. Aby był bardziej mój niż o konkretnym temacie. Po części też po to, abym mogła oczyścić swój mózg przed sesją. Dla mnie jest to ostatni wolny tydzień. Chociaż to też stwierdzenie na wyrost, bo mam w tym tygodniu do zaliczenia angielski, jeden cząstkowy egzamin z fizyki i kolokwium zaliczeniowe. Pierwszy raz też zostanę na cały weekend w Warszawie, bo w poniedziałek od razu mam kolokwium z chemii i będę się przez weekend uczyć. Po prostu mi się to nie opłaca. I teraz spoglądam w lewo, na tą wielka walizkę i w myślach mam tylko "KAŚKA, PAKUJ SIĘ", ale mam przecież jeszcze czas. Zawsze mam czas.

Tym wpisem chcę też trochę nawiązać do początku tego roku. Ostatnio aktualizacja tego, co u mnie była jakieś dwa miesiące temu, gdzieś tam w listopadzie. I tak analizując poprzednie wpisy to średnio wychodzi, że piszę coś takiego raz na dwa miesiące. Do tego jeszcze dochodzą ogólne podsumowania w ulubieńcach miesiąca, więc coś tam wiecie co się u mnie dzieje. 


A może trochę o bookstagramie?



Hejo!
Dzisiaj postanowiłam, że w pełni świadomie sobie odpocznę i się zrelaksuję. Obiecałam sobie, że dziś nie będę się uczyć, więc tego spokoju nie zepsuje żadne poczucie niewypełnionych obowiązków. Pełen relaks i tylko to. :D A że chyba nie ma dla mnie nic bardziej relaksującego niż pisanie, więc prostym było to, że sobie tutaj coś napiszę.
Tym razem co nieco o bookstagramie. Mój instagram, który założyłam jako wsparcie mojego bloga, w pewnym momencie przybrał formę bookstagrama i ta forma tam dominuje. Na blogu zresztą jest podobnie, tutaj też duża część wpisów dotyczy książek, rzadko kiedy filmów. Jednak tutaj dochodzi więcej moich przemyśleń, bo tutaj mam większą możliwości, aby się rozpisać. I generalnie, na bloga wchodzi się po to, aby coś poczytać, nie tylko dla zdjęć, a na Instagramie bywa z tym różnie.

Najlepsze książki 2019



Cześć!
Dawno nie pisałam tak późno, ale dziś jest wyjątkowa sytuacja. Post był zaczęty, niewiele do dokończenia zostało, więc trzeba się zrelaksować po pierwszym dniu na uczelni po przerwie świątecznej. A najlepszym wyjściem dziś jest wspominanie fajnych rzeczy. Dzisiaj będzie ostatni wpis podsumowujący tamten rok, czyli najlepsze książki. Wybór był ciężki, więc ułatwiłam sobie sprawę i do zestawienia dałam całe serie. Starałam się, aby to były książki albo dla mnie wyjątkowe, albo niesamowicie dobre, albo po prostu wyróżniające się czymś. Cieszę się, że mogłam tutaj wstawić także dwie książki polskich autorów, a właściwie to dwie serie. Mam szczęście, że było nie było zbyt wielu złych książek. Właściwie to jedna naprawdę słaba, której potencjał został zmarnowany i druga, która była znacznie słabszą kontynuacją. I tyle. Pod względem książkowym to był bardzo dobry rok, nie tylko jeśli chodzi o ilość przeczytanych książek, ale też ich jakość.

Podsumowanie roku 2019



Cześć!
Dziś znowu podsumowanie. Tym razem całkowicie ogólnie. Związane i z życiem prywatnym, i z tym internetowym i ogólnie z fajnymi rzeczami, które w tym roku były.
Kolejny rok, kolejne zmiany. Wszystko jak najbardziej na plus. I znowu się powtórzę, że to rok, który wniósł wiele dobrego do mojego życia, nauczyłam się jeszcze więcej i myślę, że mogę powiedzieć, że sama napędzam się, aby być coraz lepszą. Staram się rozwijać w tym co lubię, staram się uczyć, mimo różnych rzeczy, które mnie od tego odciągają.
Nie mogę wspomnieć o podstawowych, ale ważnych zmianach w moich życiu - skończyłam liceum, zdałam dobrze maturę oraz dostałam się na studia. Wyjechałam z domu rodzinnego, co prawda na weekendy wracam, więc nie jest tak źle. Jednak potrzebowałam trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do nowego trybu życia, ale już jest łatwiej. Ogólnie było kilka zmian w moim trybie życia, które wyszło mi na dobre i sprawiły, że nieco zdrowiej żyję. Co ciekawe nie były to jakieś świadome zmiany - większość słodkich napojów przestała mi smakować, generalnie ograniczyłam cukier, nie śpię do tak późnych godzin, jestem też bardziej aktywna fizycznie i nauczyłam się czerpać przyjemność ze sportu. Bardziej w porównaniu do tego, co było wcześniej. Jak ćwiczenie 10 razy na wf w trzeciej klasie liceum to jest spora różnica.
Ważnym momentem w mojej działalności w Internecie było też założenie drugiego konta na Instagramie, które z czasem przyjęło formę bliższą bookstagramowi. Dzięki temu brałam udział w kilku ciekawych akcjach, poznałam fajne osoby, ale zauważyłam też, że robię lepsze i ciekawsze zdjęcia.

A teraz najfajniejsze rzeczy w tym roku.

Ulubione zdjęcia 2019




Hejo!
Mamy końcówkę grudnia, więc co u mnie na blogu się zaczyna? Podsumowania! Zaczynam chyba od mojego ulubionego, czyli zdjęć. Myślę, że w tym roku bardzo się rozwinęłam pod względem ich robienia i obróbki. Dalej jest to totalna amatorszczyzna, ale jest lepiej niż było. Odważniej je przerabiam, zaczęłam doceniać wyostrzenie, bo dodaje super charakteru zdjęciom. Kontrast? WIĘCEJ! WIĘCEJ! Ekspozycja? Ciemniej! Jaśniej! Temperatura? Chłodniej, chłodniej! Wiem, że jeszcze dużo się muszę nauczyć, ale myślę że jest na dobrej drodze.
Nie myślałam, że aż tyle zdjęć uznaję za aż tak dobre, żeby tutaj umieścić. Oczywiście najlepsze jest na górze. Inaczej być nie może. <3
I tutaj dziękuję wszystkim, których albo męczyłam przed obiektywem - Kacpi (@kvrzyp), dziękuję, było super - albo męczyłam, żeby robili mi zdjęcia - Gabi (@xczarnowlosax), dziękuję -  albo męczyłam, żeby po prostu byli ze mną - Kubuś (@pawlona98) dziękuję - albo męczyłam w inny sposób - Oliwia (@oliwia.malenka), dziękuję.  <3

"Żertwa" Anna Sokalska



Hej!
Dziś przychodzę z następną recenzją, tym razem książki, która mnie naprawdę zachwyciła i nie mogę o niej nie napisać.  Zdaję sobie sprawę z tego, że wpisy miały być co sobotę, jednak wiecie jak jest przed świętami. Do tego przez ostatnie półtora tygodnia przed świętami miałam trzy kolokwia. W weekend nie miałam siły na nic, zrobiłam część porządków przed świętami, spotkałam się z chłopakiem i przyjacielem i tyle.  Pisałam już o jednej książce tej autorki, "Wiedźmie". Obie książki należą do tej samej serii, jednak przedstawiają inne historie. Kluczową różnicą jest to, że w Wiedźmie" dowiadujemy się więcej o Wieloświecie, jednak nie ma to większego znaczenia w jakiej kolejności czytamy obie książki. Więc jak wypada "Żertwa" względem poprzedniczki? Dużo lepiej! A nie wiem, czy pamiętacie, że "Wiedźma" mnie zachwyciła.

Tytuł:  Żertwa
Autor: Anna Sokalska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lira
Data wydania: 12 czerwca 2019
Liczba stron: 352
Moja ocena: 9/10

We Wrocławiu zostaje znaleziony wisielec. Niby wydaje się, że jest to samobójstwo, ale jest coś, co nie daje śledczym spokoju - brak sznura. To jest jedyna rzecz, która sugeruje, że ktoś trzeci mógł brać w tym udział. Prokurator Dębska i komisarz Norbert Majka decydują się nagłośnić sprawę w telewizji. Jakiś czas po tym zgłasza się do nich Anastazja Omyk, która niesamowicie zna mitologię słowiańską i uważa, że te wszystkie dziwne wydarzenia wiążą się z kultem Peruna i mają służyć przywołaniu demonów. Jest to jedyny trop w tej sprawie, więc Majka decyduje się powołać ją jako biegłą. W końcu udaje im się znaleźć szajkę przestępczą, zajmującą się handlem organami i krwią. Aresztują wąpierza, szefa gangu, a wraz z nim wilkodłaka oraz Borutę i Rokitę, dwóch czartów. A to dopiero początek "przygód", które czekają na Anastazję.

Kubeczek menstruacyjny - najlepsze rozwiązanie w trakcie miesiączki?

Cześć!
Wreszcie znalazłam dobry moment, aby napisać o kubeczkach menstruacyjnych. Kiedy duża część internetu tonie w świątecznych postach, ja stawiam na coś innego. Taka oryginalność czy coś. Ten post będzie przede wszystkim o moich doświadczeniach z kubeczkiem, co mną kierowało oraz zaletach, jakie ta rzecz ma i jak obejść jego wady. Od lipca, kiedy go kupiłam, wiedziałam, że na pewno pojawi się tutaj na blogu. Musiałam go najpierw sprawdzić, a teraz nawet doszła dobra okazja, aby się pojawił na blogu. Jakoś w tamtym tygodniu na instagramie @panimiesiaczka został wrzucony link do petycji dotyczącej zmniejszenia podatku VAT na kubeczki menstruacyjne. Obecnie stawka tego podatku 23%, podczas gdy na podpaski i tampony 8% i ma być zmniejszona do 5%. Te trzy rzeczy służą do tego samego, więc nie ma powodu, aby jedna z nich była traktowana jako produkt luksusowy. Tym bardziej skoro kubeczki menstruacyjne robią się coraz popularniejsze, więc myślę, że wiele osób zapoznało już się z tym terminem i nie muszę podawać jego definicji. Jak dla mnie to jest najlepsza z tych trzech rzeczy. Jeśli chcecie podpisać tutaj jest link.


Zacznę od tego, co mnie zachęciło do kupienia. Kupiłam go w lipcu, ale sprawdzałam już jakoś wcześniej, tylko nie miałam odwagi spróbować. Szczególnie zachęcił mnie do tego filmiki na kanale Kasi Mecinski. Tak właściwie od razy po obejrzeniu tego zaczęłam szukać w Internecie więcej informacji na ten temat i dosłownie dwie godziny później go zamówiłam. Bardzo polecam ten filmik, podaje bardzo dużo informacji na ten temat.

"Dziewczyna z ogrodu" Anka Sangusz



Hej!
Dzisiaj przychodzę z recenzją dość nowej książki dla młodzieży, wydanej niecałe dwa miesiące temu. Sam tytuł serii, do której ona należy mnie zainteresował "Niepokorni". Jest ona skierowana do młodszych osób niż ja, ale mi też się spodobała. Jestem skłonna przypisać do grupy takich książek jak "Hopeless" Colleen Hoover czy "Światło" Jay Ashera.  A w mojej opinii jej poziom jest pomiędzy tymi dwoma pozycjami. Są to historie o trochę podobnym schemacie, ale ich treść jest zupełnie inna. Łączy je głównie chłopak z tajemniczą, niezbyt "ciekawą" historią.


Tytuł: Dziewczyna z ogrodu
Autor: Anka Sangusz
Liczba stron: 271
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mazowieckie
Data wydania: 16 października 2019
Moja ocena: 7/10


Kamila to dziewczyna, której prawie nikt nie rozumie. Ani matka, ani większość rówieśników  w szkole. Czuje się osamotniona i zagubiona, nieznacząca nic dla nikogo. Matka przelewa na nie swoje niespełnione ambicje, czego dziewczyna ma serdecznie dość. Jedyne miejsce, gdzie czuje się spokojnie i bezpiecznie to jej ogród, z którego raz widzi dziwnego chłopaka, który wprowadza się do jej sąsiadów. Okazuje się, że ten tajemniczy chłopak będzie także chodził z nią do klasy. O dziwo, chłopak jest skłonny ją bronić przed docinkami innych ludzi. A to dopiero początek jej znajomości z tym tajemniczym chłopakiem, którego przeszłość jest jedną wielką niewiadomą.