Ostatnie dni spokoju



Hejo!
Ten wpis chcę poświęcić jakimś luźniejszym przemyśleniom. Aby był bardziej mój niż o konkretnym temacie. Po części też po to, abym mogła oczyścić swój mózg przed sesją. Dla mnie jest to ostatni wolny tydzień. Chociaż to też stwierdzenie na wyrost, bo mam w tym tygodniu do zaliczenia angielski, jeden cząstkowy egzamin z fizyki i kolokwium zaliczeniowe. Pierwszy raz też zostanę na cały weekend w Warszawie, bo w poniedziałek od razu mam kolokwium z chemii i będę się przez weekend uczyć. Po prostu mi się to nie opłaca. I teraz spoglądam w lewo, na tą wielka walizkę i w myślach mam tylko "KAŚKA, PAKUJ SIĘ", ale mam przecież jeszcze czas. Zawsze mam czas.

Tym wpisem chcę też trochę nawiązać do początku tego roku. Ostatnio aktualizacja tego, co u mnie była jakieś dwa miesiące temu, gdzieś tam w listopadzie. I tak analizując poprzednie wpisy to średnio wychodzi, że piszę coś takiego raz na dwa miesiące. Do tego jeszcze dochodzą ogólne podsumowania w ulubieńcach miesiąca, więc coś tam wiecie co się u mnie dzieje. 





Minęło już ponad pół miesiąca stycznia i nie mam pojęcia, co się z tym czasem stało i czemu tak przyśpieszył, ale mam wrażenie, że wykorzystałam go dość dobrze. No dobra... Za dużo było w tym czasie grania w Candy Crush Sagę, ale już mi się znudziło. Takie małe guilty pleasure, które trwało jakieś dwa czy trzy tygodnie. 
Starałam się poświęcać czas sobie, szczególnie w weekendy, bo chyba bym padła, będąc non stop na najwyższych obrotach. Chociaż ciężko mi ten czas było znaleźć, często się nie wyrabiałam z czymś. Przeważnie odpadało czytanie, bo chciałam poświęcić też czas moim bliskim. Miałam też inne rozrywki, W tamtą sobotę byłam w parku trampolin i było super. :D Bawiłam się jak dziecko, serio. Mój chłopak to się tylko na mnie patrzył i śmiał jak skakałam. Ogólnie jestem z osób dość bojących się, więc żeby zeskoczyć ze metra na poduchę z powietrzem robiłam kilka podejść i... Wylądowałam na twarzy, bo źle skakałam. Dwa razy. Za to lepiej mi wychodziło skakanie do basenu z gąbkami. Super było po prostu.


Mega się cieszę, że mam kogoś z kim mogę spędzić ten czas aktywnie. I dużo lepiej niż siedząc w domu. I  tym sposobem wylądowałam wczoraj w kinie, oglądając "Psy 3: W imię zasad". Jako fanka polskich filmów, a w szczególności tych z lat 90. Więc oczywiście nie mogłam sobie odpuścić trzeciej części tej kultowej serii. Do takich kontynuacji podchodzę ze sporym dystansem, bo przez wiele lat dużo się zmieniło. Przede wszystkim jestem w pełni świadoma, że to nie będzie już ten sam klimat i staram się nie przyrównywać tego bezpośrednio do poprzednich części (podobnie miałam z trzecią częścią filmu "Kogel-mogel", ale to inna sytuacja i był spoko, ale szału nie było). Tutaj byłam pod ogromnym wrażeniem. Przede wszystkim ten film miał innych charakter ze względu na fabułę, większą rolę miał tutaj "Nowy", którego gra Pazura i myślę, że bardzo dobrze się w tym roli spełnił. Jest bardziej emocjonujący, bo dochodzi więcej prywatnych przeżyć bohaterów. Oglądałam go w pełnym skupieniu i bardzo się w niego wczułam. Jestem jedną z tych osób, które strasznie przeżywają filmy, więc no naprawdę "działał" na mnie. Dawno też nie oglądałam filmu w tym klimacie, więc pewne sceny były dla mnie zbyt brutalne i odwracałam wzrok, ale to po prostu urok tych filmów, od którego się odzwyczaiłam. Jak dla mnie film, który warto obejrzeć.


Na koniec chciałabym Was zachęcić do zajrzenia na tę zbiórkę.

 https://pomagam.pl/lowcabogow 

Założył ją mój znajomy, który chce wydać książkę. Jest to dla niego wielka szansa, więc proszę Was, abyście tylko zajrzeli do opisu i sami zadecydowali. Pomoże mu nawet zwykłe jej udostępnienie i przekazanie dalej, jeśli nie chcecie wspierać finansowo.



Chcecie, abym więcej napisała o tym filmie w kolejnym wpisie? 
Co tam u Was słychać?

Komentarze

  1. Kochana regeneruje siły, a ja trzymam kciuki za pomyślne przejście przez sesję. 😊

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Podoba Ci się post? Daj znać w komentarzu!
Chcesz więcej? Zaobserwuj!
Bardzo dziękuję!