Jak nie zwariować?




Hejo!
Zdecydowanie siedzenie w domu mi nie służy. A przynajmniej to poczucie braku innych możliwości. Grunt, że mieszkam na wsi i przejdę ledwo 100 metrów, a już się kończą zabudowania i mogę sobie spokojnie spacerować. Chociaż tyle z tego... A tak to jakaś dobijająca rutyna mnie dopada, której nawet nie mam chęci przezwyciężać. Tutaj też żeby napisać musiałam się mocno zebrać w sobie.
Chociaż to nie kwestia chęci, bo serio chce mi się pisać, ale chwilowego artblocka i poczucia braku tematów do pisania. Chciałam napisać o czymś lekkim i przyjemnym, a cóż... Zaczynam od narzekania. Trochę chcę, żeby ten wpis był moim pierwszym krokiem do ogarnięcia tyłka i robienia czegokolwiek więcej niż takie minimum, a obecnie minimum to głównie zadania z matematyki.

Nauka zdalna to zdecydowanie nie jest dla mnie. Strasznie ciężko mi się zebrać do zrobienia czegokolwiek, tym bardziej, że ten tydzień był nieco nie wiadomo jaki, bo jeszcze nie od wszystkich prowadzących miałam ustalone, jak to będzie wyglądać. Teraz się ogarnęło, ale nie czuję nawet przymusu, żeby coś zrobić. A są rzeczy, które mam do dokończenia dalej sobie są. Mniejsza oto. To teraz po prostu kilka rzeczy, które chociaż trochę mi pomagają nie zwariować.


"Powódź" Paweł Fleszar

Hej!
Nie będę pisać o obecnej sytuacji. Wystarczy, że powiem, że większość z Was pewnie jest w domu, więc przychodzą z pewną propozycją książki dla fanów kryminału. Albo po prostu dla osób, które chcą poczuć powiew świeżości w książkach. Sama rzadko sięgam po kryminały, o czym pewnie wspominałam przy ostatniej recenzji jakiegoś kryminału. Dlaczego? Nie mam pojęcia, jakoś mi nie po drodze. Łatwiej mi kupić jakąś książkę fantasy czy młodzieżową, a kryminały jakąś nie chcą stawać na mojej drodze. Ale i tak mam pewne oczekiwania do książek z tego gatunku, więc czy "Powódź" im sprostała?


Tytuł: Powódź
Autor: Paweł Fleszar
Data wydania: 24.10.2019
Wydawnictwo: Księży Młyn Dom Wydawniczy
Liczba stron: 212
Moja ocena: 6,5/10



Kris wraca do Krakowa, gdy dowiaduje się o śmierci swojego przyjaciela z młodości, Kuby. Chce wesprzeć ojca zmarłego w tych trudnych chwilach, jednak coś zaczyna budzić jego wątpliwości co do samobójstwa przyjaciela. W liście pożegnalnym wspomina o Zuzie, którą „zabrał zły człowiek”, a o której Kris nigdy nic nie słyszał. Stan jego domu, rozmowa z policjantem, to wszystko zasiewa w nim wątpliwości i skłania go do poprowadzenia własnego śledztwa, w którym pomaga mu dwójka nastolatków. 


Zastanawiam się od czego zacząć tę recenzję. Suche to „serio dobra książka” to nieco za mało, ale tak jest. To naprawdę dobra książka, tylko to nie jest mój „typ kryminału”. Wiem, że takie książki też maja rzesze fanów. Mam tutaj taką sytuację jak ze „Zamianą” Rebeci Flat, zabrakło mi trzymania mnie w napięciu i nie umiałam się wczuć w tę książkę. „Powódź” wypada nieco lepiej niż tamto. 

"Dziewczyny znikąd" Amy Reed



Hej!

Jednak wyszły małe zmiany. Dzisiaj nie będzie recenzji „Wichrowych wzgórz”, tylko innej książki. „Dziewczyny znikąd” to idealna książka, aby napisać o niej w Dzień Kobiet. Dlaczego? Bo dotyczy każdej z nas. Jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio, bo może dotyczyć kogoś z naszego otoczenia. Książka bardzo mądra, części osób otworzy oczy. I nie tylko dla kobiet. Serio, moim zdaniem powinna być to lektura szkolna ze względu na wartości, jakie przekazuje.
To chyba inna niż zwykle recenzja, bo zawiera więcej przemyśleń o życiu niż o książce. 



Tytuł: Dziewczyny znikąd
Autorka: Amy Reed
Liczba stron: 418
Data wydania: 29.01.2020
Wydawnictwo: Poradnia K
Moja ocena: 9/10



Trzy dziewczyny, każda zupełnie inna, ale mają jeden cel - sprzeciwić się kulturze gwałtu, zmniejszyć seksizm i oddać szacunek zgwałconej dziewczynie, której nikt nie chciał uwierzyć i o której się milczy. Zaczynają tworzyć Dziewczyny Znikąd i zachęcają do tego inne dziewczyny. Aż z czasem ich ruch ma naprawdę duże znaczenie, co nie podoba się wielu osobom.
Wydaje mi się, że będzie to jedna z najważniejszych książek w moim życiu. To taka książka, którą każdy powinien przeczytać. Dlaczego? Bo zawiera ważne rzeczy. Coś o czym się powinno mówić. Są w niej rzeczy, które każdy powinien usłyszeć po tym, gdy usłyszał coś, czego nikt nie mógł usłyszeć. Albo poprawne reakcje na rzeczy, które nigdy nie powinny się wydarzyć

Idzie wiosna?


Hejo!
A co tam! Zaszaleję. Od ostatniego postu w stylu "co u mnie"  minęło półtora miesiąca. Był o moim samopoczuciu przed sesją. Więc teraz sobie napiszę o moim samopoczuciu po sesji. A co! Będzie to też całkiem miłym przerywnikiem od recenzji, bo ostatnio były dwie z rzędu, a za chwilę wpadnie trzecia. Napisanie czegoś luźniejsze będzie też świetnym relaksem dla mnie. I pewnie użyję zdjęć, które znalazłam w komputerze, a szkoda mi było ich nigdzie nie publikować. Chociaż nie zdziwię się, jakby miała na dzisiejszy wpis jakiś inny pomysł, ale wyleciał.

W nowy semestr i w nowy miesiąc z jakimś lepszym humorem. Przede wszystkim opuścił mnie ten stres, który mi towarzyszył przez cały luty. Najpierw sesja i egzaminy, który łączyły się ze strachem "co tym razem on/ona wymyśli", bo po tylu kolokwiach już poznałam możliwości wykładowców i zawsze potrafią pokazać, że nic nie umiesz. Później oczekiwanie na wyniki z myślami, czy przyjęłam dobry sposób rozumowania, czy może nie. A potem poprawki, jeśli jednak nie. I znowu stres, czy zdane czy niezdane. I cóż... Mogłoby być lepiej. I ten akapit jest jednym wielkim eufemizmem tego, co czułam i jak było. Jednak jestem na drugim semestrze, cieszę się z tego, bo zapowiada się lepiej.

"Kandydatka" Rachel E. Carter


Hejo!
Dzisiaj nieco spóźniona recenzja, bo planowałam ją dodać w poniedziałek, ale niestety choroba mnie dopadła i nie miałam siły na nic, więc nie mogłam jej dokończyć. Na szczęście dziś się czuję lepiej, wracam dużo bardziej żywa i całkiem pełna energii, więc z przyjemnością kończyłam ten. Choroba przypomniała mi o pomyśle na wpis, który dotyczyłby moich przeżyć związanych z usunięciem migdałków. Zdaję sobie sprawę, że to kwestia bardzo indywidualna, ale jeśli jesteś zainteresowani tym tematem, to dajcie znać w komentarzu.
A teraz przejdźmy to głównego tematu wpisu, czyli książki. "Kandydatka" to trzecia część serii „Czarny mag” Rachel E. Carter. Cześć z Was pewnie kojarzy

recenzje dwóch poprzednich części, w których pisałam, że to bardzo dobra seria. Jak jest z tą częścią? Dotrzymuje poziom?

Na początku przypominam o recenzjach poprzednich części.





Tytuł: Kandydatka
Autor: Rachel E. Carter
Liczba stron: 432 
Data wydania: 18 września 2019
Wydawnictwo: Uroboros
Moja ocena: 9/10

Ryiah przygotowuje się do dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest spełnienie jej marzenia, zostanie Czarny Magiem. Musi jeszcze wygrać nabór, do którego stara się przygotować jak najlepiej. Drugim jest ślub z Darrenem. Jednak to wymaga od niej czegoś jeszcze, poznania dworskiej etykiety oraz większego zainteresowania sprawami politycznymi, które w tych czasach są skomplikowane, ponieważ pokój między państwami jest zagrożony. Także sytuacje w Jerrarze nie wygląda najciekawiej ze względu na ruch buntowniczy, który się kształtuje.


Po przeczytaniu tej części poczułam się, jakby czołg przejechał mi po mózgu i wystrzelił w głowie. Serio… Ta książka rozwaliła system i uważam ją za dużo lepszą niż poprzednie części. Wreszcie świat jest odpowiednio wykreowane, nie ma zbyt wielu niewiadomych i można go sobie wyobrazić.
Od początku czułam, że ona naprawia błędy swoich poprzedniczek. Na moją ocenę składa się też tak, że lepiej rozumiem „mechanizm” tych książek.

"Chłopak znikąd" Anka Sangusz


Cześć!
Dzisiaj przychodzę z recenzją pewnej nowości. Jest to kontynuacja losów Kamy i Kacpra z cyklu "Niepokorni" wchodzące w skład serii "Nastolatki to czytają!". Jest to cykl książek dla młodzieży, która lubi tych mniej grzecznych bohaterów, silnych, niebojących się iść własną ścieżką i stających twarzą w twarz ze swoimi problemami. Bardzo dziękuję yaczytam.pl za możliwość przeczytania tej książki. Niestety, nie udało mi się jej wrzucić wczoraj, a takie były pierwsze plany.  Na szczęście dziś udało mi się znaleźć czas, aby dokończyć tę recenzję i powiem Wam, że pisanie tego było dla mnie czystą przyjemnością i relaksem. Tak samo jak czytanie. Miałam poczytać przez godzinę rankiem, a co? A skończyło się, że przeczytałam na raz całość! 

Tytuł: Chłopak znikąd
Autor: Anka Sangusz
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mazowieckie
Data wydania: 29.01.2020


Kacper pragnie za wszelką cenę odzyskać Kamę. Wie bardzo dobrze, ile go będzie to kosztowało i będzie to dla niego niezwykle trudne, bo jest to coś, czym z nikim się nie dzielił. Tą ceną są wszystkie tajemnice, które skrywał, a które mogą sprawić, że dziewczyna znajdzie się w niebezpieczeństwie.

Bardzo dobra książka. Jedna z lepszych z gatunku literatury młodzieżowej i jestem pewna, że gdybym była młodsza i na nią trafiła, to oceniłabym ją jeszcze lepiej. Nawet podobała mi się bardziej od pierwszej części. 
Styl pisania uważam za dobry, jest lekki. Nie zauważyłam większych zmian między tą częścią, a poprzednią. Książkę tak jak poprzedniczkę można pochłonąć w jeden wieczór. 

Mamy zmianę narracji. W tej części wydarzenie są opisane z perspektywy Kacpra, do czego musiałam się trochę przyzwyczaić. Tym bardziej, że widać zmianę w sposobie narracji, na pierwszy plan wybijają się uczucia chłopaka do swojej dziewczyny, co momentami mnie irytowało, ale pokazywało, jak bardzo mu na niej zależy. Było także bardzo płynne przejście z jego narracji do narracji Kamy, co bardzo mi się podobało. Nie pogubiłam się w tym, było wręcz naturalne, automatycznie zrozumiałam, że teraz opowiada Kamila. 

TOP 5: Najgorsze książkowe pary



Hej!
Wpis planowany od ponad pół roku. Miałam już początek, miałam jego zarys i książki, które mi tutaj pasowały, ale wszystko straciłam. Serio, nawet roboczej notatki w zeszycie nie umiem znaleźć. Pisanie tego od nowa jest trochę ciężkie, bo nie pamiętałam wszystkiego i w efekcie nawet tytuł się zmienił. Chociaż myślę, że ten jest dużo bardziej adekwatny do tego, co chcę tutaj przekazać. Miało być najpierw o najgorszych książkach o miłości, ale zrezygnowałam z tego,  bo jednak nie wszystkie książki, które tutaj przedstawię są romansami. Zdecydowałam się na zmianę i najgorsze książkowe pary, czyli te których z różnych powodów nie lubię. Ot tak, żeby coś wyróżniło wśród wszystkich walentynkowych wpisów polecających dobre książki o miłości. Stwierdzenie, żeby przestrzec jest co najmniej wyolbrzymione, bo to jest dużo bardziej subiektywne niż pisanie po prostu o dobrych romansach. Zaraz zobaczycie dlaczego!

"Vicious: Nikczemni" V.E. Schwab




Cześć!
Dzisiaj recenzja genialnej książki, o której wielu z Was już pewnie słyszało. "Vicious" jest to kolejna powieść autorki "Okrutnej pieśni". Victoria Schwab jest jednym z nielicznych autorów, których mogę uznać za ulubionych po przeczytaniu tak niewielkiej ilości książek. Raptem trzy książki przeczytałam, a jestem zachwycona, nawet jeśli uważam jedną z nich za nieco gorszą od pozostałych. Książki tej autorki są świetne po prostu – światy, które wykreowała są wciągające i dopracowanie, bohaterowie"Vicious: Nikczemni" odebrałam za punkty z portalu czytampierwszy.pl. Przyszła do mnie w poniedziałek, w piątek skończyłam, a dziś wstawiam recenzję. 


Tytuł: Vicious: Nikczemni
Autor: V.E. Schwab
Seria: Złoczyńcy
Liczba stron: 447
Data wydania: 24 kwietnia 2019
Wydawnictwo: We need YA

Victor Vale jest wiecznie w cieniu swojego przyjaciel Eliota Cardele’a Na studiach, w towarzystwie, nawet gdy dziewczyna woli wybrać Elia zamiast Victora. Jednak dalej się przyjaźnią. Łączy ich ambicja, geniusz i zdolności. Gdy nadchodzi czas pisania prac dyplomowych, Eli wybiera temat ludzi PonadPrzeciętnych. Zaczyna prowadzić badania, których pomaga mu Victor. Eli poznaje sposób na otrzymanie takich osób i razem z Victorem chcą sprawdź swoje rozważania w praktyce. Jednak pierwsza próba nie przynosi efektów, a druga się udaje, a trzecia przynosi opłakane skutki i rozdziela przyjaciół na wiele lat. Po dziesięciu latach Victor pragnie wreszcie zemścić się na dawnym przyjacielu.

Długo zwlekałam z przeczytaniem tej powieści, ale nie potrzebnie! Jestem zachwycona i nie mogłam się od niej oderwać. Jak na razie to najlepsza książka, którą przeczytałam w tym roku i chyba ciężko będzie ją przebić.
Styl pisania autorki jest świetny. Nie mogłam się oderwać od niego. Opisy były ciekawe, nie nużące, po prostu je się pochłaniało.

Najmniej doceniana przyjaciółka - miesiączka



Cześć!
Dziś znowu poważniej. Przychodzę ze spontanicznymi przemyśleniami, które przyszły do mnie w nocy. Tak bardzo nie chciałam, aby mi uciekły, że niemalże od razu siadłam dopisania. Dlaczego w nagłówku takie zdjęcie? Bo kobiecy temat, więc zdjęcie ukazujące szczyt moich możliwości, jeśli chodzi o kobiecość. Ten tekst nie powstałby, gdyby nie Maja (@zaczytana.querida). Bardzo dziękuję Ci za ten Twój wczorajszy wpis na Instagramie i za to, co mi nim uświadomiłaś. 
Kurde, co miesiąc narzekam na miesiączkę. Zresztą nie tylko ja. Masa dziewczyn to robi. Ale w gruncie rzeczy mam szczęście, że mogę na to narzekać. Mam szczęście, że miesiączkuję. Mój organizm daje mi znać, że wszystko ze mną w porządku, że nie mam o co się martwić. I to jest ważne. 

Ulubieńcy miesiąca: grudzień & styczeń

Hej!
Przychodzę z podsumowaniem miesiąca. Uciekając przynajmniej na chwilę od tego poczucia obowiązku i starając się zrelaksować. Nawet nie wiedziałam, ile prawdy było w tym, jak pisałam te dwa tygodnie temu o ostatnich dniach spokoju. Nie będę ukrywać, że końcówka stycznia nieźle dała mi w kość i niezwykle trafne odzwierciadlają go Prawa Murphy'ego. Czyli w skrócie w tym tygodniu co mogło pójść nie tak, to poszło. A nawet jeszcze więcej rzeczy się nie udało niż myślałam. O ile pierwsze pół miesiąca oceniam naprawdę dobrze, tak ten tydzień to masakra po prostu. Liczę na to, że wraz z końcem stycznia skończy się ta złą passa, bo uwierzcie, to jeden z tych tygodni, kiedy życie pokazuje mi, że nie mam na nic wpływu. Do tego czuję, że mam masę zaległości w moim życiu - od czytania, po blogi czy Instagramy po samą siebie. Chcę po prostu, że to wszystko mi choć trochę zwolniło i pozwoliło coś porobić, i się odprężyć.
Za to jeśli chodzi o grudzień to też go naprawdę dobrze wspominam. :D To chyba były najlepsze święta w moim w życiu. Co prawda zazwyczaj każde są naprawdę dobre, bo lubię moją rodzinę i uwielbiam czas spędzać z nimi, ale te były cudowne po prostu. Także dobrze wspominam Sylwestra, w małym gronie moich ludzi. Też było super po prostu.

1. Piosenka

W kwestii muzycznej problem mi się sam rozwiązał, bo jeszcze ani razu nie wrzucałam tutaj piosenki Mery Spolsky "Sorry from the mountain". Jak jak uwielbiam tą piosenkę. Ogólnie cała płyta "Dekalog Spolsky" jest bardzo fajne, ale ta piosenka najbardziej mi przypadła do gustu. Bardzo bym chciała pójść na koncert tej artystki. :D


W obiektywie #9 - postapokaliptycznie


 Cześć! 
Dzisiaj bez "zbędnego gadania", bo czasu mam niewiele. No dobra... Nie tak niewiele, bo nie ma w tej chwili nawet osiemnastej, jednak się czuję jakby była co najmniej dwudziesta. Najcięższy z trzech ciężkich tygodni już za mną. O dziwo, sesja mi się nie zaczęła, a ja uważam, że będzie nieco lżejsza niż to co teraz miałam. Czekam na wyniki kolokwium zaliczeniowego z fizyki, uczę się do kolokwium z chemii. I w sumie tyle. 
Wpadłam w rytm nauki, mimo że wczoraj ciężko było się do tego zebrać i jedyne co zrobiłam to przeczytałam notatki z chemii, powypisywałam część najważniejszych wzorów i tyle. Dzisiaj już jest lepiej, tylko nieustannie czuję ten upływ czasu i mam wrażenie, że jest go stosunkowo za mało względem tego, co chciałabym jeszcze powtórzyć.

O tych zdjęciach wspominałam już niejednokrotnie, ale wreszcie mam wszystkie i mogę pokazać efekty tej sesji. Co prawda część jest nieprzerobiona, przyznam się bez bicia, ale ani ja, ani Gabi żadnych nie miałyśmy  czasu, aby się tym do końca zająć. Obróbką części z nich zajęła się. Tak samo ona też jest robiła. :D
Jest to nasza pierwsza sesja w tym klimacie, który jest dla nas całkowitą nowością, ale myślę, że wyszło całkiem nieźle. Szczególnie, że nie mieliśmy zbyt wielu rekwizytów. Cieszę się, że w mojej okolicy są ruiny twierdzy, którą mogliśmy wykorzystać. Co myślicie?

Ostatnie dni spokoju



Hejo!
Ten wpis chcę poświęcić jakimś luźniejszym przemyśleniom. Aby był bardziej mój niż o konkretnym temacie. Po części też po to, abym mogła oczyścić swój mózg przed sesją. Dla mnie jest to ostatni wolny tydzień. Chociaż to też stwierdzenie na wyrost, bo mam w tym tygodniu do zaliczenia angielski, jeden cząstkowy egzamin z fizyki i kolokwium zaliczeniowe. Pierwszy raz też zostanę na cały weekend w Warszawie, bo w poniedziałek od razu mam kolokwium z chemii i będę się przez weekend uczyć. Po prostu mi się to nie opłaca. I teraz spoglądam w lewo, na tą wielka walizkę i w myślach mam tylko "KAŚKA, PAKUJ SIĘ", ale mam przecież jeszcze czas. Zawsze mam czas.

Tym wpisem chcę też trochę nawiązać do początku tego roku. Ostatnio aktualizacja tego, co u mnie była jakieś dwa miesiące temu, gdzieś tam w listopadzie. I tak analizując poprzednie wpisy to średnio wychodzi, że piszę coś takiego raz na dwa miesiące. Do tego jeszcze dochodzą ogólne podsumowania w ulubieńcach miesiąca, więc coś tam wiecie co się u mnie dzieje. 


A może trochę o bookstagramie?



Hejo!
Dzisiaj postanowiłam, że w pełni świadomie sobie odpocznę i się zrelaksuję. Obiecałam sobie, że dziś nie będę się uczyć, więc tego spokoju nie zepsuje żadne poczucie niewypełnionych obowiązków. Pełen relaks i tylko to. :D A że chyba nie ma dla mnie nic bardziej relaksującego niż pisanie, więc prostym było to, że sobie tutaj coś napiszę.
Tym razem co nieco o bookstagramie. Mój instagram, który założyłam jako wsparcie mojego bloga, w pewnym momencie przybrał formę bookstagrama i ta forma tam dominuje. Na blogu zresztą jest podobnie, tutaj też duża część wpisów dotyczy książek, rzadko kiedy filmów. Jednak tutaj dochodzi więcej moich przemyśleń, bo tutaj mam większą możliwości, aby się rozpisać. I generalnie, na bloga wchodzi się po to, aby coś poczytać, nie tylko dla zdjęć, a na Instagramie bywa z tym różnie.

Najlepsze książki 2019



Cześć!
Dawno nie pisałam tak późno, ale dziś jest wyjątkowa sytuacja. Post był zaczęty, niewiele do dokończenia zostało, więc trzeba się zrelaksować po pierwszym dniu na uczelni po przerwie świątecznej. A najlepszym wyjściem dziś jest wspominanie fajnych rzeczy. Dzisiaj będzie ostatni wpis podsumowujący tamten rok, czyli najlepsze książki. Wybór był ciężki, więc ułatwiłam sobie sprawę i do zestawienia dałam całe serie. Starałam się, aby to były książki albo dla mnie wyjątkowe, albo niesamowicie dobre, albo po prostu wyróżniające się czymś. Cieszę się, że mogłam tutaj wstawić także dwie książki polskich autorów, a właściwie to dwie serie. Mam szczęście, że było nie było zbyt wielu złych książek. Właściwie to jedna naprawdę słaba, której potencjał został zmarnowany i druga, która była znacznie słabszą kontynuacją. I tyle. Pod względem książkowym to był bardzo dobry rok, nie tylko jeśli chodzi o ilość przeczytanych książek, ale też ich jakość.

Podsumowanie roku 2019



Cześć!
Dziś znowu podsumowanie. Tym razem całkowicie ogólnie. Związane i z życiem prywatnym, i z tym internetowym i ogólnie z fajnymi rzeczami, które w tym roku były.
Kolejny rok, kolejne zmiany. Wszystko jak najbardziej na plus. I znowu się powtórzę, że to rok, który wniósł wiele dobrego do mojego życia, nauczyłam się jeszcze więcej i myślę, że mogę powiedzieć, że sama napędzam się, aby być coraz lepszą. Staram się rozwijać w tym co lubię, staram się uczyć, mimo różnych rzeczy, które mnie od tego odciągają.
Nie mogę wspomnieć o podstawowych, ale ważnych zmianach w moich życiu - skończyłam liceum, zdałam dobrze maturę oraz dostałam się na studia. Wyjechałam z domu rodzinnego, co prawda na weekendy wracam, więc nie jest tak źle. Jednak potrzebowałam trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do nowego trybu życia, ale już jest łatwiej. Ogólnie było kilka zmian w moim trybie życia, które wyszło mi na dobre i sprawiły, że nieco zdrowiej żyję. Co ciekawe nie były to jakieś świadome zmiany - większość słodkich napojów przestała mi smakować, generalnie ograniczyłam cukier, nie śpię do tak późnych godzin, jestem też bardziej aktywna fizycznie i nauczyłam się czerpać przyjemność ze sportu. Bardziej w porównaniu do tego, co było wcześniej. Jak ćwiczenie 10 razy na wf w trzeciej klasie liceum to jest spora różnica.
Ważnym momentem w mojej działalności w Internecie było też założenie drugiego konta na Instagramie, które z czasem przyjęło formę bliższą bookstagramowi. Dzięki temu brałam udział w kilku ciekawych akcjach, poznałam fajne osoby, ale zauważyłam też, że robię lepsze i ciekawsze zdjęcia.

A teraz najfajniejsze rzeczy w tym roku.