5 rzeczy, które warto wiedzieć na początku studiów



 

Hejo!

Pisałam już, że zmieniam studia. Zaczynam od nowa na kierunku chemia środków bioaktywnych i kosmetyków. Zauważyłam, że moje podejście do rozpoczęcia studiów się zmieniło. Moje przygotowania wyglądają inaczej - więcej dowiaduję się o kierunku, sprawdzam opisy przedmiotów. Stwierdzenie, że "żałuję braku tej wiedzy rok temu" to za dużo, bo skupiałam się na czymś, czego bardziej w tamtym momencie nie ogarniałam, czyli na USOSie oraz samodzielnej rejestracji, a teraz USOSa jako-tako ogarniam, więc jest łatwiej. Odrobinkę podpytałam znajomych (dobra, jedną osobę, ale bardzo jestem wdzięczna za odpowiedź) i tworzę listę rzeczy, o których fajnie jest wiedzieć na początku studiów i które ułatwiają życie. 

Starałam się, aby te rady były jak najbardziej uniwersalne, niezależnie od kierunku, jaki ktoś studiuje. Nie będę pisać o typach i sposobach na naukę, bo każdy kierunek, a nawet każdy prowadzący wymaga czegoś innego. Często metody sprawdzania wiedzy różnią się, bazują na poszczególnych zasadach. Warto to zapamiętać, że co wydział to obyczaj, parafrazując. Na początku jest to mylne, szczególnie przy rozmowach ze znajomymi, którzy studiują coś innego. Wydaje mi się, że udało mi się zebrać cztery rady, które przydadzą się każdemu, ale przed tym mały słowniczek.  Rady powinny się też sprawdzić niezależnie od typu nauczania - stacjonarnie czy zdalnie. 


USOS - taki e-dziennik na studiach, gdzie jest plan zajęć, przedmioty, oceny, a także płatności i podania. Coś z czym trzeba się zaprzyjaźnić, aby jakoś lepiej się żyło na studiach. Prawdopodobnie zawiedzie Cię w chwili rejestracji na przedmioty, ale tak już jest.
Sylabus - opis przedmiotu, dostępny w USOSie (a może i nie tylko). Zawiera w skrócie opisane tematy, sposób oceniania, wstępne wymagania oraz inne niezbędne rzeczy, które trzeba wiedzieć. 


1. Sprawdź sylabus przedmiotu

Sylabusy sprawdzałam tuż po informacji, że dostałam się na studia, ale jeszcze przed złożeniem kompletu papierów i dostaniu dostępu do USOSa. W tym momencie większość osób, które dostały się w pierwszych turach (tzn. w "normalnych" rekrutacjach, a nie w uzupełniającej) już powinna ten dostęp mieć. Tak jest prościej znaleźć sylabusy przedmiotów, szczególnie jeśli jesteście na nie już zarejestrowani (a to zależy od uczelni i wydziału). 
Warto sprawdzić wcześniej wymagania co do przedmiotów. Nad tym spędziłam ostatnio czas - sprawdzałam, co powinnam powtórzyć i przypominam sobie część zagadnień z biologii, z którą nie miałam styczności. Jest jeszcze kilka dni  i można poświęć ten czas na powtórzenie zagadnień, z którymi miało się problem. 


2. Spis lektur jest przydatny

W sylabusie często jest podana literatura.  To jest tak bardzo przydatne, jak oczywiste, że powinno się z tego korzystać. Szczerze mówiąc, to prawie od razu po sprawdzaniu literatury zamówiłam 4 książki do matematyki (za 48 zł łącznie, okazja życia).  Wykładowcy polecają też książki na pierwszych zajęciach i warto tego posłuchać (ja tego nie zrobiłam, więc uczcie się na moich błędach).
Czasem ciężko mi było wynieść coś z wykładu lub ćwiczeń, nie zawsze to było wystarczająco jasne. Szczególnie pomagała mi książka od fizyki. Kilka książek, które kupiłam rok temu, przyda mi się i teraz. Prawdopodobnie więcej niż na jednym przedmiocie, więc nie są to pieniądze wyrzucone w błoto. Lektury powinny też być w bibliotekach wydziałowych/uniwersyteckich, jeśli ktoś nie chce kupować (a większość nie chce, bo są to książki dość specjalistyczne). 


3. Korzystaj z konsultacji i nie bój się pytać

Różnica poziomów pomiędzy studiami, a szkołą średnią jest ogromna. To dosłownie przepaść. Są przedmioty zupełnie nowe; są przedmioty, które były przez rok, w pierwszej klasie i potem idziesz na studia i masz je na dużo wyższym poziomie. Większość osób jest tak samo zdezorientowana jak Wy, to też dla nich nowość, więc śmiało się pytajcie, gdy czegoś nie rozumiecie. Nikt Was nie wyśmieje. Wykładowcy, ćwiczeniowcy i inni prowadzący po to są, aby Wam objaśnić. 
Podobnie z konsultacjami. Inaczej ktoś tłumaczy dwudziestu osobom, a inaczej jednej. Mimo, że jestem osobą, która wolała uczyć się sama, to konsultacje zawsze mi rozjaśniały trudne zagadnienia. Nigdy nie byłam z nich niezadowolona. Przy nauczaniu zdalnym też są organizowane konsultacje, na ogół przez platformę typu Skype albo coś. 


4. Upominaj się

Przyznam się, że na początku mi samej głupio było pisać do dziekanatu czy do prowadzących, jeśli czegoś potrzebowałam lub miałam wątpliwość. Pod koniec semestru straciłam wszelkie skrupuły w momencie, kiedy nie miałam wystawionych dwóch ocen, które powinny być w USOSie w połowie czerwca. Pisałam raz, zero odzewu. Później sesja i nie miałam do tego głowy. Minął miesiąc, znowu napisałam - wreszcie odzew i uzupełnienie. Z drugim przedmiotem jeszcze większy cyrk. Część osób miała wstawione oceny, część zaniżone; poszło kilkadziesiąt maili i część osób dostała oceny, a część nie. 
Wiadomo, że nie wszędzie tak jest, ale przestrzegam. I nie bójcie się pisać, gdy ktoś po prostu zaniedbał swoje obowiązki.


5. Wzajemna pomoc

To chyba najlepsza nazwa dla tego punktu. Ogólnie wprowadza to fajną atmosferę wśród studentów. Dla mnie dobrą formą takiej pomocy była nauka ze znajomymi. Najlepiej w trakcie kwarantanny, gdzie odpalaliśmy Google Meet i ktoś udostępniał ekran i tak rysował, i tłumaczył. Nie rozpraszało mnie to, bo się nie widzieliśmy, a czasem rozjaśniało lepiej niż zajęcia. Nawet zwykłe wysłanie zadania, aby się upewnić, czy na pewno takie powinno być, dużo dawało.
Gdy ktoś woli, może po prostu porównywać rozwiązania czy dyskutować na jakiś temat. To też są formy nauki, w zależności od tego czego wymaga kierunek. 

Komentarze

  1. Studia już dawno ze mną, ale porady bardzo cenne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry i przydatny post! Chętnie przeczytałabym taki rok temu, kiedy zaczynałyśmy studia. Brakowało mi wtedy konkretów, co mam robić. Mam nadzieję, że nie jeden przyszły student skorzysta z Twoich rad, też się pod nimi podpisuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie pod tym względem było to lepiej zorganizowane i przynajmniej wiedziałam, co i jak.

      Usuń
  3. Przydatny post jednak u nas USOS to miejsce gdzie nigdy nie działa serwer i wszystko jest wstrzymane. Bardziej bym zamieniło to na Facebook w swoim przypadku i dodawanie sie do grup kierunku uczelni i nie tylko mi sie to o wiele bardziej przydało :)
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z grupami mam love-hate relationship. U mnie trafił się jeden człowiek, który był (nad)ambitny i jego rady mogły nas wpędzić w gorszą sytuację. W kwestii "suchych" faktów, co będzie na przedmiocie lepiej zdać się na usosa. :)

      Usuń
  4. Ja od października będę zaczynać studia. Jeszcze w sumie nic nie wiem bo dopiero będę zanosić dokumenty, ale te rady są jak najbardziej dla mnie pomocne. Dzięki!

    Pozdrawiam,

    weruczyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co! Cieszę się, że się przydadzą. :D

      Usuń
  5. Dobre rady choć z punktem 2 na studiach na politechnice nie do końca się zgadzam ;p sami wykładowych czasem nam mowili ze musieli wpisać jakieś książki ale żeby lepiej ich nie kupować bo najważniejsza jest wiedza z zajęć a na książki wydamy krocie ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przedmiot jest bardziej praktyczny, to książki są bez sensu.
      Chociaż jeśli do kogoś nie trafi prowadzący, to jest to jedyny ratunek.

      Usuń
  6. Przydatny wpis dla studentów :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za rady <3 Ja właśnie zaczynam studia i potrzebowałam takiego posta

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże, za dużo zachodu 😂 Ja otworzyłam listę kierunków na stronie Perspektyw i przeleciałam je. Zatrzymałam się chwilę dłużej na genetyce i biologii eksperymentalnej, a jak trzeba było składać papiery na wybrany kierunek przypomniałam sobie o nim. Nie miałam w sumie lepszego pomysłu, więc aplikowałam. Byłam chyba jedyna osobą, która złożyła papiery tylko na jeden kierunek 😂 E-dziekanatu nie ogarniam do tej pory, mimo że jestem na trzecim roku. Zresztą już chyba trzy razy nam się zmieniła platforma z nim. System rekrutacyjny nie był trudny do ogarnięcia. Jeżeli chodzi o sylabus i listę lektur, o ile nie trzeba na uczelni zapisywać się na przedmioty, to nie warto ich nawet przeglądać. W sulabusie jest pełno pustych formułek o celach i wymaganiach, które w praktyce niewiele wnoszą do studiowania. Wykładowcy często mają swoje ulubione pozycje i podają je na zajęciach, więc warto poczekać i po prostu ogarnąć książkę, która naprawdę jest potrzebna zamiast miliona wypisanych w sylabusie pozycji. Z konsultacji nie skorzystałam ani razu, podobnie jak zdecydowana większość mojej grupy, ale myślę, że warto z nich skorzystać, jeśli ma się z czymś problem. Z gnebieniem wykładowców też nikt z nas nie ma problemu, w końcu nikt nie zadba o wpisy do indeksów za nas. Ja miałam to szczęście, że trafiła mi się genialna grupa. Wspieramy się nawzajem i dużo rzeczy ogarniamy razem. Sama nie za bardzo lubię uczyć się z kimś, ale współpraca jest ważna szczególnie na zajęciach, bo w laboratorium często pracujemy w grupach. Nie przygotowywałam się też w wakacje do studiów. Jeżeli podstawówka, gimnazjum i liceum mnie do nich nie przygotowały to dwa tygodnie wakacji też tego nie zrobią. Lepiej moim zdaniem wypocząć i się zrelaksować. Chociaż ja tu autorytety nie jestem, bo moje przygotowanie do matury polegało np. na otworzeniu książki, przeczytaniu jeden strony i zamknięciu jej. O dziwo, napisałam maturę bardzo dobrze i miałam tylko kilka procent mniej niż osoby, które powtarzały sobie cały materiał od września, a czasami egzamin poszedł mi znacznie lepiej od nich. Wracając do powtórek przed studiami - jak będziemy mieć jakieś braki, to lepiej moim zdaniem nadrabiać je przed kolokwiami, wejściówkami i innymi zaliczeniami. Więcej z tego wyniesiemy. Jak widać moje przygotowanie do studiów nie istniało. Po prostu na nie poszłam. I szczerze mówiąc, niczego nie żałuję :D

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Podoba Ci się post? Daj znać w komentarzu!
Chcesz więcej? Zaobserwuj!
Bardzo dziękuję!