poniedziałek, 24 czerwca 2019

"Znak Ateny" Rick Riordan



Hejo!
Książek Ricka Riordana dawno nie było na tym blogu. "Syn Neptuna" pojawił się gdzieś w ulubieńcach, ale tych parę zdań niewiele wnosi. Z przeczytaniem "Zagubionego Herosa" dość długo zwlekałam. Najpierw zanim kupiłam pierwszą część minęło kilka lat. Kolejne miesiące zanim przeczytałam. Czytanie też szło mi tak sobie. Po roku przeczytałam drugą część, która była okej, ale to nie to samo. I teraz "Znak Ateny", który mnie po prostu zachwycił i wiem, że chyba nie będę już tak zwlekać z przeczytaniem "Domu Hadesa".
Już pominę to, że nie lubię pisać tutaj kontynuacjach, szczególnie gdy nie pisałam o poprzednich częściach. Więc wyobraźcie sobie, jak to musiało mi się spodobać, że piszę to bez żadnego przygotowania.


 Tytuł: Znak Ateny
Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 528
Data wydania: 7 listopada 2012

Treść:
Dochodzi do pierwszego spotkania greckich i rzymskich herosów. Ma być to przełomowy moment dla obu obozów - złączenie dwóch różnych kultur. Jednak zamiast się pogodzić i wspólnie działać przeciwko powstaniu Gai, dochodzi do pewnego incydentu, który tylko pogłębia odwieczną niechęć. Jasonowi i Precy'emu, herosom, którzy mieli zapoczątkować pokój pomiędzy dwoma wrogimi obozami, nie udaje się wyjaśnić sytuacje, dlatego też muszą uciekać i szybciej zacząć planowaną wyprawę na Stary Kontynent, do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Oprócz powstrzymania Gigantów przyświecają im dwa inne cele, które są równie ważne. Pierwszy to odnalezienie Nica di Angelo, który został pojmany przez sługów Gai oraz misja od Ateny, którą może wypełnić tylko Annabeth, a będzie ważnym wydarzeniem w zjednaniu obozów. Utrudnia im to wszystko wysłany za nimi pościg z obozu Jupiter.


Moja opinia:
 Serię "Olimpijskich herosów" czyta mi się jakoś specyficznie. Nie umiem się w nią wbić tak jak to było z "Percym Jacksonem i Bogami Olimpijskimi" albo "Magnusem Chasem i Bogami Asgardu". To jest całkowicie subiektywne odczucie. Po prostu nie potrafię tego przeczytać na jeden raz. Tylko codziennie po kilkadziesiąt stron, czasem mniej, czasem więcej. Ta część jest pewnego rodzaju przełomem, bo pozwoliła mi docenić tę serię.

To nagłe docenienie nie wzięło się tylko dlatego, że akcja tej powieści mi się bardziej podobała. Przede wszystkim zrozumiałam, że "Olimpijscy herosi" pozwalają poznać bliżej inne boskie dzieci.  Zastanawiałam się, dlaczego Leo może panować nad ogniem? Przecież większość dzieci Hefajstosa ma szczególne zdolności inżynierskie! Czemu on jest wyjątkowy? A Piper? Dlaczego ma zdolność, która pozwala jej wpływać na innych ludzi? I potem doznałam olśnienia. Przecież nikt nie mówił, że tylko dzieci Wielkiej Trójcy są wyjątkowe i mają nieludzkie moce! Ta seria pokazuje po prostu życie i zdolności innych półbogów. Jedni są bardziej zdolni, inni mniej.

Fabuła dużo bardziej mnie interesowała niż w dwóch poprzednich. Chyba dlatego, że Annabeth pełniła w niej bardzo ważną rolę. Do tego wszyscy bohaterowie są razem i muszą nauczyć się współpracować. Zauważyłam pewną regułę, że za każdym razem, gdy myślę, że ktoś im pomoże lub pomaga, to chwilę później pakują się w tarapaty lub zostają zdradzeni. Czasem przewidywalne, a innym razem niezwykle emocjonujące. Cała podróż była dla mnie niezwykle interesująca.

Bohaterowie... Tutaj będzie dość długo, bo uważam, że powinnam wspomnieć o całej siódemce i trenerze Hedge'u. Podoba mi się, ile jest tutaj różnych osobowości i to, jak powoli zaczynają sobie nawzajem ufać.
Percy to bohater, którego znamy najdłużej. Znamy jego poczucie humoru, zamiłowanie do niebiesku i czasami głupkowatość, ale jednocześnie jest niezwykle lojalny. I to utrudnia mu całą podróż. Do tego dochodzi jeszcze lęk, którego nabawił się podczas wyprawy na Alaskę.
Annabeth to zdecydowanie moja ulubiona bohaterka ze wszystkich książek Ricka Riordana! Z męskich bohaterów jako ulubieńca wybrałabym jej brata ciotecznego, Magnusa Chase'a. Nieważne. Fakt, że córka Ateny występuje w tej książce sprawił, że jakoś lepiej mi się czytało i bardziej mnie interesowała. Naprawdę, w poprzednich częściach bardzo mi jej brakowało.
Jason jest bardzo interesujący, To urodzony przywódca i odważny wojownik. Mam do niego neutralne podejście, ale uważam, że powinno się o nim poczytać.
Piper jest bardzo fajna. Wyluzowana, ale też odważna i waleczna. Wydaje się być wyjątkowa z pośród dzieci Afrodyty, bo nie jest zapatrzona w swój wygląda. Łamie wyobrażenie o dzieciach bogini miłości z "Percy'ego Jacksona i Bogów Olimpijskich".
Leo mnie czasami irytował. Bywał dziecinny i złośliwy. Szczególnie wobec Franka, z którym połączył go mały, początkowo nie zrozumiały konflikt.
Frank, pomimo bycia synem Marsa, jest sympatyczny i niezbyt pewny siebie. To kolejny bohater, który łamie stereotypy odnośnie swojego rodzeństwa. Nie zapominajmy, że są pewnie różnice między Aresem a Marsem, ale dzieci boga wojny raczej są kojarzone z zachowaniem podobnym do Clarisse.
Hazel jest ostatnią z Wielkiej Siódemki. Dziewczynie udało powrócić do świata żywych, więc wszystko jest dla niej nowe. Jest córką Plutona. To jest bohaterka o najciekawszej i najbogatszej przeszłości. Jednocześnie jest zupełnie inna niż jej brat przyrodni Nico. Na tej dwójce najlepiej widać różnice pomiędzy dziećmi jednego Boga.
Towarzyszy im wszystkim satyr o imieniu Hedge, który w niczym nie przypomina mi Grovera. Hedge w moim odczuciu ma większe ADHD niż cała reszta załogi "Argo II" i takiego ducha walki, że dorównuje dzieciom Aresa. Oczywiście, on odpowiada za większość moich parsknięć śmiechem.

Jeśli macie wątpliwości, czy czytać tę serię, to powiem,  że zawsze warto spróbować. Skupia się na półbogach i ich szczególnych zdolnościach, co ciekawie dopełnia świat dawnych bóstw. A jeśli poprzednie części Was nie zachęciły, to naprawdę tej warto dać szansę. Kończy się taką sytuacją, że muszę wiedzieć co będzie dalej.

6 komentarzy:

  1. Ojej jak ja dawno to czytałam. Będę musiała kiedyś sobie te książki powtórzyć. Co do samej książki, to rzeczywiście kończy się w sposób, że no nie można zrobić nic innego jak sięgnąć po kontynuację. No i tak odnośnie jej - Dom Hadesa był jak dla mnie najlepszą książką z tej serii.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam właśnie takie przeczucie, ze "Dom Hadesa" mi się najbardziej spodoba.

      Usuń
  2. Nie czytałam jeszcze poprzednich części, więc wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś mnie nie kręcą tematy mitologii więc odpada :(

    https://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

♪ Jestem wdzięczna za każdy komentarz i obserwacje. :)
♪ Możliwość dodawania komentarzy anonimowo