Kwartalnik XIX&XX - popkulturowe rzeczy!


Hejo!

Brawo ja! Zaczęłam od nowa pisać wstęp do tego wpisu i ogólnie całość o książkach, wracając z Gdańska i co? I nie zapisałam... Uświadomcie sobie mój ból, kiedy klikając "nie", zorientowałam się, co ja właściwie zrobiłam.

Tym razem pominę całą część "co u mnie", bo dwa ostatnie wpisy się na tym skupiały. Ze wpisów podsumowujących ubiegły rok będą na pewno jeszcze ulubieńcy, a ze wpisu o najlepszych książkach po prostu zrezygnuję. Chciałabym się wyrobić z tym do końca stycznia, ewentualnie połowy lutego. Później luty i marzec przeznaczyć na wpisy ze zdjęciami z wyjazdów oraz któreś zaległe "krótko o". Myślę, że też wpadnie recenzja jednej książki z zaległej współpracy. Zobaczę, jak jeszcze to zorganizuję (ale liczę zapał i energia do pisania mi pozostanie, tym bardziej że widzę luki, kiedy mogę się tym zająć). 

Książki 

W drugiej połowie tego roku przeczytałam 25 książek. Najlepiej czytelniczo wypadł lipiec, później sierpień i wrzesień (chociaż mam wrażenie, że we wrześniu się nic nie działo). W październiku przeczytałam jedną książkę, w listopadzie dwie, a w grudniu odżyłam i zaczęłam czytać więcej. Od września wyglądało to też tak, że dużo książek zaczynałam czytać, ale to nie było to i sięgałam po coś innego. W pewnym momencie doszło do tego, że miałam zaczętych 8 książek. Na ten moment mam zaczętych 6, ale z tamtej listy pozostało mi 5 i zbliżam się już do końca (zresztą na końcu zostawię Wam odnośnik do wpisu na ig, gdzie zobaczycie, jak to wyglądało). 
Plus jest taki, że nie było słabych książek. Miałam po prostu za mało czasu, aby poświęcić je na jakiś chłam.  

1. Akademia wampirów Richelle Mead — przeczytałam cztery tomy tej serii. Po trzech tomach byłam  absolutnie zakochana w tej historii, ale czwarty tom już tak dobrze mi nie wszedł. Wybrałam to jako taki odmóżdżać przed obroną i się tak wciągnęłam, że te trzy części przeczytałam prawie na raz. Czwartą część czytałam na jesieni i to była jedna z tych ośmiu książek. Wydaje mi się, że ta czwarta część wchodziła mi tak dobrze, bo po prostu fabularnie było tam mniej tego romansu, a bardzo kibicowałam bohaterom. Z pewnością przeczytam to do końca, bo widzę, że jedna z ostatnio popularnych serii ma trochę elementów wspólnych, jeśli chodzi o budowę fabuły i bardzo mnie to bawi. 

2. Przygody na koniec szkoły Rick Riordan — czyli dwa nowe tomy przygód Percy'ego Jacksona. Jestem pod wrażeniem, że te książki, pomimo upływu lat dalej utrzymują poziom poprzednich tomów. Nie mam żadnego poczucia, że jest to zbędne. Ja chcę więcej i nie mogę się doczekać zakończenia tej trylogii. 

3. Niezapominajka Kerstin Gier — przeczytałam dwa tomy, ale to jest takie cudowne. Tak otulające jak kocyk. Nie mogłam się od tego oderwać i pochłonęłam w jeden dzień. Pierwsza część była cudowna i nie miałam żadnych zastrzeżeń. W drugiej mi już czegoś brakowało, ale to wiecie. Różnica na zasadzie 10/10 i 8,5/10. Do trzej części jeszcze nie siadłam, ale pewnie zajmę się tym w ciągu najbliższych tygodniu.

4. Upiór opery Gaston LaRue — bardzo ciekawa historia! Nie była to taką historią, którą pochłonęłam na raz, ale czułam do niej takie silne przyciąganie. Musiałam mieć ochotę, aby słuchać tej historii, bo ma specyficzny klimat. Jestem pewna, że będę do tego wracała. Na pewno będę chciała przeczytać książkę ze względu na przypisy, które z pewnością ubogacą historię. Również nie pogardzę filmem albo spektaklem!

5. Małe kobietki Louise May Alcott — tutaj jestem absolutnie zakochana. Kocham te klasyki, które ukazują codzienność bohaterów. Historia czterech sióstr absolutnie mnie urzekła swoim rodzinnym ciepłem. Tutaj naprawdę, nie byłam w stanie się oderwać i nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejną część. 

Filmy 

Ponownie więcej oglądałam seriali niż filmów, ale też nie było tak źle, jak w poprzednich miesiącach. Pierwszy raz w tym roku byłam w kinie, z czego jestem bardzo zadowolona. Przez długi czas nie mogłam znaleźć żadnych ciekawych seansów.

Co polecam?

1. Lista marzeń — bardzo przyjemny film, naprawdę fajny na wspólny wieczór z chłopakiem. Chyba znalazłam aktorkę, z którą produkcje będę oglądać, bo już dwa filmy z nią bardzo mi się spodobały.

2. Nie ten Paryż — fajnie zobaczyć Mirandę w innej roli. Ciekawy pomysł i fajne poczucie humoru.

3. Ministranci — genialny film! Przeszłam tutaj przez ogrom emocji — szok, złość, śmiech, zdziwienie, zaskoczenie, smutek. Bardzo mocno przeżywałam to, co się dzieje na ekranie. Dosłownie wbijało mnie w fotel w kinie. 

4. Miłość w Oksfordzie — kolejny przyjemny film, ładne kadry. Bardzo dobry na wieczór, chociaż mam pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim nie wiadomo co dolega głównemu bohaterowi, a druga kwestia — liczyłam, że zakończenie będzie bardziej emocjonujące i wyciśnie ze mnie łzy.

5. Czwartkowy klub zbrodni — ten film obudził we mnie ochotę na więcej takich "cosy" kryminałów. Chętnie zobaczę jeszcze coś takiego na ekranie, bo to było bardzo fajne. 

Czego nie polecam?

1. Tylko nie ty — to jest taki film, gdzie mówię każdemu, że ogląda na własną odpowiedzialność. Może się spodobać, ale mi nie przypadł do gustu. Były sceny, gdzie czułam niesmak albo zażenowanie, może było parę zabawnych, ale mnie nie zachwyciło. Dobór aktorów zupełnie mi nie przypadł do gustu i głównie to mi odbierało przyjemność z oglądania. 

Seriale

Oglądałam sporo seriali, ale jak tak sobie myślę, to głównie były seriale, które już znam i lubię.

 Ponownie obejrzałam cały Dom z papieru i dalej uważam, że jest to świetny serial. Bardzo emocjonujący i wciągający. Do ostatniego sezonu mam mieszane uczucia — ciągle widzę sposoby, aby inaczej wyjść z sytuacji, Co prawda byłoby to bardziej drastyczne, główni bohaterowie mieliby więcej krwi na rękach, ale zostali tak przyparci do muru, że w sumie taka forma obrony byłaby logiczna. 

Drugim serialem, który namiętnie oglądałam z moim chłopakiem, było Friends. Kiedyś już miałam podejście do tego serialu i obejrzałam pół pierwszego sezonu, a później od trzeciego, bo zależało mi, aby zobaczyć historię związku Moniki i Chandlera. Ross i Rachel mnie irytowali, więc nie chciałam tego widzieć. Tym razem oglądaliśmy od samego początku i było bardzo fajnie! Pierwsze sezony są naprawdę spoko, a Ross i Rachel dużo później zachowują się po prostu głupio i niedojrzale (a szkoda, bo jak teraz patrzę, to tam były fajne wątki, które można by było ciekawie poprowadzić). 

Wyszedł też drugi sezon Wednesday i jestem nim lekko zawiedziona. Niby było fajnie, ale w sumie to nic konkretne. Druga połowa bardziej mi się podobała niż pierwsza. Zakończenie sezonu bardzo mnie zaciekawiło i jestem ciekawa co dalej. Naprawdę fajnie zapowiada się to, że akcja serialu wyjdzie poza szkołę! To będzie nowość. Nowe postacie, które były wprowadzone, też oceniam dobrze, pomimo początkowej niechęci. 

Do napisania! 

Rok 2025 w zdjęciach (i nie tylko)

Cześć! 
Szczęśliwego Nowego Roku! 
Dziś witam się z Wami z Gdańska. Mam nadzieję, że sylwestra spędziliście w satysfakcjonujący sposób. Ja spędziłam cały dzień w dresach, a wieczorem z chłopakiem oglądaliśmy "Friends"  i Harry'ego Pottera. Mieliśmy jedzonko, składałam sobie book nooka i po prostu czułam ogromne szczęście i spokój. Było idealnie. 

Chciałabym zrobić inne podsumowanie niż zwykle. Przez cały rok ciężko mi było napisać wpis typu "co u mnie", a naprawdę dużo fajnych rzeczy się działo. Zgubiłam również gdzieś moją kartkę z postanowieniami i mam tylko to, co napisałam Wam na blogu, ale tym się zajmiemy na koniec. 

Styczeń

Obudziłam się u kumpeli w województwie warmińsko-mazurskim i uznaliśmy, że jedziemy do Białegostoku. Na powrocie do domu odwiedziłam rodzinę. W kolejnym tygodniu byłam na konferencji w Krakowie. Poza tymi wyjazdami byłam zajęta ostatnimi zaliczeniami na studiach i dopinaniem badań w projekcie. 




Luty

 W lutym zaczęłam moje badania do magisterki, trochę pisałam. Odwiedziłam kumpelę pod Wyszkowem i wyskoczyłam z nią, wspólną kumpelą i kumpelą kumpeli do kawiarni w Nieporęcie. Zjadłam tam super tiramisu! Później byłam na stażu w Poznaniu, a od razu po powrocie z niego organizowałam z rodzicami największą imprezę w domu i wyszło super. Ogólnie lubię szykować takie rzeczy i gotować, mimo że jest z tym naprawdę dużo roboty.
Poza tym byłam w teatrze na spektaklu "Dobrze się kłamie". Jeśli mnie obserwujecie, odkąd byłam w gimnazjum, to może pamiętacie, że "Dobrze się kłamie w miłych towarzystwie" było (i dalej jest) moim ulubionym filmem. Ten spektakl był rewelacyjny, uśmiałam się co niemiara.






Marzec

W marcu moje życie kręciło się głównie wokół uczelni, imprez rodzinnych i korepetycji. Nie przypominam sobie, aby były jakieś bardziej przełomowe rzeczy. Po prostu taki zwykły miesiąc, ale równie intensywny. 





Kwiecień

Pierwszy raz w życiu byłam na dużym koncercie i mam jeden wniosek — nigdy więcej.  Strasznie dużo ludzi, dym i głośno. Totalnie nie dla mnie. Poza tym zobaczyłam Łódź i też to miasto nie zrobiło na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Bardzo fajne było Muzeum Światła. Niby nic wielkiego, ale naprawdę dobrze się bawiłam.
Byłam również na konferencji, na której miałam najgorsze wystąpienie w mojej karierze. Zjadł mnie stres, prezentacja się rozjechała i widziałam, jak jeden z profesorów przede mną śpi na moim wystąpieniu. 





Maj 

W maju skończyłam 25 lat i to takie najważniejsze wydarzenie z tamtego czasu. Poza tym ogarnialiśmy konferencję, więc angażowałam się w pomoc przy tym wydarzeniu. Do tego pracowałam nad moimi wystąpieniami na kolejne konferencje. I dopinałam teorię z magisterki.




Czerwiec 

W kolejnym miesiącu wzięłam udział w dwóch konferencjach, dopinałam opisywanie badań do magisterki oraz pierwszy raz pojechałam za granicę! Byłam w Pradze, która jest po prostu przepięknym miastem. W roboczych mam ciągle wpis z podsumowaniem wyjazdu i nie umiem się zebrać, aby go dokończyć (w sumie zostało mi najgorsze — zmiana rozmiaru zdjęć i poukładanie tego w sensowny sposób). Został też opublikowany pierwszy artykuł naukowy, w którego tworzeniu miałam udział.






Lipiec 

Zdecydowanie najcięższy miesiąc tego roku. Pełen stresu pod każdym względem. Jak jeden stres się skończył, to drugi się zaczął, a potem trzeci i tak do października. Obroniłam pracę magisterską i skończyłam studia, aczkolwiek był moment, kiedy to wszystko stało pod znakiem zapytania, czy w ogóle dam radę w wybranym przez siebie terminie. Finalnie udało się. Później tydzień przerwy, pozorny czas na zebranie sił i bliska mi osoba wylądowała w szpitalu, co było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Nigdy w życiu nie byłam w tej roli, chociaż w mojej rodzinie zdarzało się to często. Na szczęście wszystko się skończyło.




Sierpień

Ten miesiąc był ciężki i stresujący, ale w dużo inny sposób. Przede wszystkim dopinałam rekrutację na doktorat i przygotowywałam się do rozmowy kwalifikacyjnej. Nie miałam pojęcia, kto będzie w komisji, jak będzie przebiegać ta rozmowa, jak pytania dostanę. Jak się okazało, strach miał wielkie oczy i rozmowa przebiegła w naprawdę sympatycznej atmosferze i wracałam z niej ze śmiechem. Poza tym przeprowadzałam się z jednego mieszkania do drugiego. Logistycznie to było bardzo duże wyzwanie, bo w jednym tygodniu koordynowałam przeprowadzkę, miałam rozmowę kwalifikacyjną i weekend szliśmy z chłopakiem na wesele. 
Z fajnych rzeczy — wzięłam od wujka portret praprababki Heleny, który został namalowany w Wilnie. Ona specjalnie udała się tam w tym celu. Planuję go oddać do renowacji.




Wrzesień 

We wrześniu nie działo się w sumie nic takiego. Pracowałam, czekałam na wyniki rekrutacji i je otrzymałam, a poza tym urządzałam się w mieszkaniu. Odpocząć mi się nie udało, bo po prostu po tym całym stresie straciłam tę zdolność.
Zaczęłam też składać book nooka  i to było dla mnie naprawdę wciągające zajęcie. I bardzo satysfakcjonujące.




Październik 

W październiku wróciłam w pełni na uczelnię i zaczęłam się uczyć nowego życia i nowej rutyny (tej codziennej i tej uczelnianej). Miałam też wizytę u psychiatry, która dała mi odpowiedź na część moich problemów (czyli zaburzenia lękowe). Poza zajęciami wchodziły mi też pierwsze obowiązki, czyli przygotowanie się na konferencje. Jak na październik, to ten miesiąc był nawet niezły (mimo ciągłego ziewania od leków). 





Listopad 

To, co pamiętam z listopada, to głównie oczekiwanie i przygotowania na wyjazd na konferencję do Belgradu. Oprócz tego było też bardzo mocne zderzenie z biurokracją w szkole doktorskiej (aż zabrakło mi cenzuralnych słów). Na szczęście i tak się wszystko ułożyło po mojej myśli. Im byłam bliżej tego wyjazdu, to robiłam się coraz bardziej zestresowana. Niestety na studiach ponownie nabawiłam się blokady językowej, więc bałam się, jak sobie dam radę. Z samym pisaniem po angielsku zauważyłam, że się odblokowałam i że szło mi lepiej niż miesiąc wcześniej, ale to mówienie mnie stresowało.






Grudzień

I grudzień, czyli miesiąc, w którym po prostu odżyłam! Zaczął się konferencję w Belgradzie. Obiektywnie to nie jest ładne miasto, ale mi się bardzo podobało. Na pewno Wam o tym napiszę. Samo wystąpienie przebiegło średnio, mimo że im bliżej tego było, to byłam coraz pewniejsza. Problem był taki, że pewniejsza w temacie byłam po polsku. Pierwszy raz też  było tyle osób na moim wystąpieniu, więc jak ich zobaczyłam, to mojej w głowie pojawiła się czarna dziura. 
Poza tym czytałam, oglądałam filmy, ale też całkiem sporo pracowałam. Jestem bardzo zadowolona z tego miesiąca.





2025 w liczbach!

Oczywiście, jak bym mogła sobie odpuścić jakieś statystyki. Sory, ale lubię cyferki i sobie tego nie odpuszczę. 

Odwiedzone województwa: 7 (warmińsko-mazurskie, podlaskie, małopolskie, wielkopolskie, łódzkie, mazowieckie i lubelskie)
Odwiedzone kraje: 2 (Czechy i Serbia)
Przeczytane książki: 49 
Obejrzane filmy: eee... Macarena? ok. 30. Nie spisywałam dokładnie
Kupione książki: 11 
Książki na stosie hańby: 25
Książki przeczytane książki ze stosu: 9

Jak poszła mi realizacja moich celi?
Średnio na jeża, ale z drugiej strony mam sporo osiągnięć poza tym, o których w ogóle wcześniej bym nie pomyślała. 

1. Przeczytać 100 książek — przechodzi na kolejny rok. Powrócił mi zapał do zabawy w cele książkowe, więc będę próbowała. Zapał do czytania też jest, spokojnie. 
2. Zejść poniżej 5 nieprzeczytanych książek na półce — przechodzi na kolejny rok. Nie miałam ochoty czytać, więc nie czytałam, mimo że przez 2 ostatnie lata wpadło mi naprawdę sporo ciekawych książek, które serio bym chciała przeczytać.
3. Odwiedzić 3 nowe miasta, w których nie byłam — wykonane i to z rozmachem! Białystok, Nieporęt, Łódź oraz Praga i Belgrad.
4. 40 wpisów w ciągu roku na bloga — nie komentujmy, było ich mniej niż 10. 
5. Kupić mniej niż 20 książek — udało się. Chociaż powiem Wam, że w pewnym momencie trochę spontanicznie kupowałam, bo były całkiem tanio w stokrotce.
6. Pójść do kina 4 razy — tutaj nie wiem, jak to ocenić. Byłam na dwóch spektaklach i raz w kinie. Mało było filmów, które mnie interesowały. 
7. Monitorować postępy w rozciąganiu — robiłam to regularnie, tylko z końca roku nie mam już zdjęć. A szkoda, bo widzę ogromny progres. Zrobię nowe fotki, jak już wrócę z Gdańska.

Jakie plany na kolejny rok?

Od ostatniego wpisu trochę myślałam nad tym, co bym chciała zrobić w tym roku. Musiałam spojrzeć na to realistycznie, aby pogodzić moje chęci i marzenia z życiem po prostu. Przede wszystkim nie stawiam w tym roku na zwiedzanie i podróżowanie, bo czekają mnie 3 komunie i 3 wesela, więc nie ma co szaleć. 
Książkowo spróbuję przeczytać te 100 książek, bo to po prostu fajnie wygląda i ogólnie wiem, że jestem w stanie, jak się zmobilizuję i odpowiednio zorganizuję (słuchanie audiobooków do zmywania i sprzątania wymiata). Filmy jednak będę spisywać w notesie, bo to jest jedyna opcja, abym to robiła regularnie. Chciałabym faktycznie więcej filmów oglądać, co myślę, że się uda, bo na razie nie mam ochoty na seriale (poza Friends).
Jeśli chodzi o bloga, to chciałabym wrzucić na luz i po prostu coś pisać, ale jak to wyjdzie — nie wiem. W pewnym momencie po prostu zaczęłam traktować to poważniej i chciałam, aby moje wpisy były dopracowane, jak to tylko możliwe i może nawet profesjonalne. To jest coś, z czego wolałabym nie rezygnować, ale chyba będę musiała.

Dziękuję za to, że dalej tutaj jesteście!